wtorek, 10 lutego 2015

The Royal Burden: Rozdział drugi

Jungkook uczył się kolejnych tematów z historii, leżąc na podłodze w swoim pokoju. Jego rodzice nie zauważyli jego zniknięcia, chociaż nie było go całą noc, przez co był, delikatnie mówiąc, niesamowicie wkurzony. Zawsze był zauważany dopiero wtedy, gdy był do czegoś potrzebny, na przykład jak ten przeklęty ślub.
Westchnął cicho, gdy zauważył, że do końca tematu zostały mu jeszcze cztery strony. Nienawidził tego przedmiotu. Przeklęte wojny i idiotyczne przyczyny. Jego nauczyciel oraz Jimin tłumaczyli mu, że skoro jest następcą, powinien znać historię swojego kraju w pierwszej kolejności. Daty jednak nie chciały, by Jungkook je pamiętał i kojarzył z odpowiednimi wydarzeniami.
Co robisz? – spytał Jimin, wchodząc do jego pokoju. W ręku trzymał również książkę od historii.
Uczę się, a co mogę robić? – burknął młodszy, spoglądając ponuro na swojego przyjaciela.
Starszy wzruszył tylko ramionami i usiadł obok niego, otwierając książkę. Jungkook czekał, aż Jimin się odezwie, lecz ten tylko studiował swoją lekturę.
Po co tu jesteś? – odezwał się w końcu, siadając.
Mam obowiązek pilnować cię z nauką i pomagać, jeśli czegoś nie rozumiesz. – powiedział monotonnym głosem, jakby recytował jakąś żmudną regułkę.
Jungkook przewrócił oczami i ponownie się położył, próbując nauczyć się czegokolwiek. Był niemalże stuprocentowo pewny, że dostanie kolejną jedynkę. On i Jimin mieli prywatnego nauczyciela, ale z tego względu, że był jedynym w okolicy, który mógł prowadzić każdą lekcję, miał niezwykle napięty harmonogram i nie był w stanie poświęcić królewskiemu dziedzicowi wystarczająco dużo uwagi, by móc mu tłumaczyć każdej rzeczy, której ten nie rozumiał. Z tego powodu Jimin dostał pozwolenie, by również pobierał nauki, ale pod warunkiem, że będzie mieć idealne wyniki.
Hyung... – zaczął Jungkook bardzo ostrożnie, dźgając swojego przyjaciela w ramię. – Kiedy będziemy mogli pójść tam ponownie?
Jimin westchnął ciężko, kładąc sobie książkę na kolanach. Książę cały czas marudził o kolejnym wyjściu, odkąd tylko dowiedział się, że jego rodzice nic nie zauważyli. Jimin spojrzał na swojego panicza i zastanowił się nad odpowiedzią względną.
Pójdziemy tam, pod warunkiem... – zawahał się przez moment, a do jego głowy wpadł genialny pomysł. – Jeżeli dostaniesz z historii piątkę.
Jungkook zmarszczył brwi i prychnął cicho.
Przestań sobie żartować. Wiesz, że to niemożliwe. – odparł markotnym tonem.
Nie żartuję. Jak dostaniesz piątkę, to od razu po lekcjach zabiorę swoje rzeczy i pójdziemy tam. – powiedział Jimin całkowicie poważnie, patrząc młodszemu prosto w oczy.
Jungkook walczył przez chwilę ze spojrzeniem swojego hyunga, lecz po chwili prychnął i wstał.
Robisz to specjalnie, prawda? – warknął wściekle.
Nie, Kookie, robię to, bo nie chcesz się uczyć. – odparł Jimin spokojnym tonem, również podnosząc się na nogi.
Nie mów do mnie Kookie. Wyjdź. – powiedział młodszy niebezpiecznie niskim głosem, zamykając oczy.
Jungkook, nie rób histerii... – zaczął Jimin, robiąc krok w stronę swojego panicza, ale został odepchnięty.
Wyjdź powiedziałem! – książę krzyknął, biorąc do ręki poduszkę ze swojego łóżka. – Wyjdź i nie pokazuj mi się na oczy! Ty też chcesz mi ciągle na złość robić! Tak samo jak moi rodzice!
Jungkook, ja chcę tylko, żebyś zdał z historii, przestań tworzyć jakieś bzdurne teorie, które... – przerwał mu cios poduszką, zadany przez jego panicza. Pomimo tego, że przedmiot był miękki, siła uderzenia była na tyle duża, by go zabolało.
Wynoś się! – młodszy zaczął wrzeszczeć. – Wynoś się! Nie rozumiesz co do ciebie mówię?!
Jimin westchnął cicho i podszedł do drzwi. Tracił powoli cierpliwość, a nie chciał wyżyć się na swoim paniczu. Nim jednak wyszedł z pokoju, odwrócił się w jego stronę.
Przestań urządzać histerię o byle co, nie wszystko musi iść tobie idealnie po myśli. – warknął i trzasnął za sobą drzwiami.
Jungkook stał jeszcze przez chwilę, wpatrując się w kawałek drewna, za którym zniknął przed chwilą jego sługa. Rzucił poduszkę na łóżko i wrzasnął, ciskając książką w szafę. Położył się na podłogę i zaczął wyklinać pod nosem wiązanki przekleństw pod adresem Jimina, póki nie zasnął.

Jimin wszedł do pokoju Jungkooka, chcąc zobaczyć, czy jego panicz dalej jest na niego obrażony. Jednak zamiast rozjuszonego nastolatka znalazł nieruchome ciało na środku pokoju. Serce stanęło mu w klatce piersiowej. To była jego wina, mógł go nie denerwować. Na pewno dostał ataku, a on sobie po prostu poszedł.
Jungkook! – zawołał Jimin i podbiegł do ciała.
Opadł obok niego i zaczął go szarpać, przerażony, że stracił właśnie swojego najlepszego przyjaciela i to ze swojej winy. Książę zmarszczył brwi i uderzył Jimina w głowę.
Zamknij się, idioto. – burknął, otwierając oczy. – Teraz to się mną przejmujesz?
A kiedy ja się tobą nie przejmowałem, idioto?! – odparł Jimin i odetchnął, przytulając młodszego. – Myślałem, że wykitowałeś przeze mnie...
Jungkook, pomimo tego, że złościł się na swojego przyjaciela, objął go i również się przytulił. Książę wiedział, że Jimin zawsze się o niego troszczył najlepiej, jak mógł i nie mógł winić go za ten warunek, jaki mu wcześniej postawił.
Hyung... – powiedział już łagodniej, przecierając oczy. – Pomożesz mi w nauce?
Jimin spojrzał na niego i po chwili uśmiechnął się, rozluźniając uścisk. Zamiast tego, poczochrał włosy młodszego i kiwnął potwierdzająco głową. Sięgnął po leżącą pod szafą książkę Jungkooka i otworzył na ostatnim temacie, jaki omawiali.
Nie złościsz się już na mnie? – spytał, wertując kartki.
Jungkook siedział przez chwilę w ciszy, przyglądając się dłoniom Jimina przekładającym strony.
Nie. – powiedział krótko i przysunął się obok Jimina, by mieli taki sam widok na książkę.
Starszy chłopak pokiwał głową z uśmiechem i położył młodszemu książkę na kolanach. Bez ogródek rozpoczął opowiadać o wydarzeniach zawartych w temacie, na którym mieli otwarte strony. Wskazywał najważniejsze daty i nazwiska oraz tworzył do nich skojarzenia, dzięki którym książę mógł je łatwiej zapamiętać. Gdy skończyli, Jungkook potrafił już wszystko, czego potrzebował.
Jesteś lepszy od tego nauczyciela. – przyznał Jungkook, szczerząc się do swojego hyunga.
Ty go po prostu nie słuchasz. – odparł Jimin z ironicznym uśmiechem. – I nie podlizuj mi się, masz dostać piątkę.
Jungkook przygryzł wargę, kiwając w ciszy głową. Dostanie tą piątkę. Chciał znowu spotkać się z Taehyungiem. Jimin patrzył na niego przez chwilę, po czym podniósł się.
Chodź, za pięć minut zacznie się lekcja, a wiesz, że ten facet nie lubi czekać. – powiedział i wyciągnął dłoń do swojego panicza, by pomóc mu wstać.
Jungkook chwycił jego dłoń i podniósł się, po czym razem wyszli z jego pokoju. Lekcje były prowadzone w salonie konferencyjnym jego rodziców, bo jako jedyny miał tablicę, na której ich nauczyciel mógł rozrysowywać schematy i inne podobne rzeczy. Jimin i Jungkook zajęli swoje miejsce, a po chwili do pomieszczenia wpadł starszy człowiek, a lekcja się rozpoczęła. Wpierw mężczyzna poprowadził zajęcia z przedmiotów ścisłych, a gdy skończył i miał przejść do części humanistycznej, w której znajdowała się również historia, młodszy z chłopców poprosił o przepytanie. Jungkook był zaskoczony, jak łatwo mu szło odpowiadanie. Jedynie trzy razy musiał się chwilę zastanowić, ale na każde pytanie udzielił poprawnej odpowiedzi.
Widzę, że wreszcie wziąłeś na poważnie moje słowa. – powiedział na koniec nauczyciel i zapisał w swoim notatniku piątkę. – Skoro tak dobrze się nauczyłeś, nie muszę robić wam powtórzenia. Będę się zbierał, dzisiaj mam wyjątkowo napięty dzień.
Spakował się, a chłopcy ukłonili się, żegnając go. Gdy drzwi zamknęły się za nauczycielem, Jungkook spojrzał na Jimina wyczekująco.
Już, idziemy. – powiedział starszy, wywracając oczy, ale pomimo tego uśmiechnął się.
Ruszyli do pokoju Jungkooka, by odłożyć książki i przejść do pokoju Jimina. Starszy przeszukał swoje rzeczy i znalazł płaszcz, który wcześniej książę miał na sobie. Podał go młodszemu, a ten niemalże natychmiast go założył. W duszy nie mógł wytrzymać i miał ochotę skakać w kółko.
Drzwi do pokoju otworzyły się, a w nich pojawiła się posłanka królowej.
Panicz Jungkook wzywany jest do swojej matki, do sali konferencyjnej. – powiedziała to beznamiętnie, mierząc przebranego chłopaka wzrokiem. – Panicz urządza jakiś bal przebierańców?
Jungkook zamarł i spojrzał się za siebie na kobietę. Cały entuzjazm uleciał z jego ciała. Zdjął wcześniej założony kaptur i podszedł do służki jego matki.
Nie, a nawet jeśli, to gówno cię to interesuje. Kto ci pozwolił wejść bez pukania? Nawet Jimin uprzedza mnie, nim wejdzie. Przekaż mojej matce, że zaraz będę i wynoś mi się stąd, nim straż wezwę. – powiedział cichym, chłodnym głosem, mierząć kobietę chłodnym spojrzeniem.
Posłanka zmieszała się i cofnęła o parę kroków. Ukłoniła się i natychmiast pobiegła jak najdalej od pokoju Jungkooka. Ten prychnął cicho i trzasnął za nią drzwiami. Był wkurzony. Co teraz mogła chcieć jego matka? Akurat w tym momencie?! Wiedział, że jak teraz pójdzie na spotkanie z matką, może mu to zająć naprawdę dużo czasu.
Ciesz się, że przyszła teraz a nie po naszym wyjściu. – powiedział Jimin, podchodząc do swojego panicza. – Twoja matka zauważyłaby, że cię nie ma.
Jungkook pokiwał w ciszy głową. Wiedział, że Jimin ma rację. Jednak nie mógł pozbyć się gniewu. Zaczął się przebierać z powrotem w swoje codzienne ciuchy.
Jak nie pójdziemy dzisiaj, to obiecuję, pójdziemy jutro. – powiedział starszy, posyłając swojemu paniczowi szeroki, pocieszający uśmiech.
Dziękuję. – powiedział cicho Jungkook i odwzajemnił gest. – Idę.
Wyszedł ze swojego pokoju i skierował się nieśpiesznym krokiem do sali, w której miał wcześniej lekcję. Zaczął rozmyślać, co było na tyle istotne, by jego matka wzywała go do siebie. Gdy dotarł pod odpowiednie drzwi zapukał delikatnie i uchylił je lekko.
Nareszcie jesteś. – powiedział jego ojciec.
W sali, prócz jego rodziców, znajdowała się dwójka starszych ludzi oraz młodsza od nich kobieta. Wokół stało pełno służby zarówno ludzie, których pierwszy raz widział oraz jego służba. Podszedł do stołu, przy którym siedziała piątka ludzi i ukłonił się.
Jungkook, to twoja narzeczona, Chaerin. – odezwała się jego matka, gdy wyprostował się i wskazała na najmłodszą kobietę.
Jungkooka zamurowało. Był pewien, że ta kobieta jest starsza od niego conajmniej jakieś pięć lat. Spojrzała na niego i wydawało mu się, że słyszy jej bezgłośny jęk.
Miło mi cię poznać. – ukłonił się w jej stronę i przysiadł się do stołu. Tak naprawdę myślał zupełnie co innego.
Mi ciebie również, książę. – powiedziała z kwaśnym uśmiechem.
Jesteśmy tutaj, by omówić, jak będzie wyglądać wasz ślub. – powiedział ojciec Chaerin, spoglądając na mnie.
Nie miał nic do gadania w tej kwestii. Wolał, by nie było w ogóle tego ślubu i przypuszczał, że Chaerin popiera jego myśl. Ich rodzice pogrążyli się w rozmowie, a Jungkook jęknął bezgłośnie. Wyprawa za mur w dniu dzisiejszym została właśnie nieodwołalnie odrzucona.
Żeby było jasne, nie zamierzam wychodzić za ciebie za mąż. – powiedziała cicho Chaerin po około dwudziestu minutach, pochylając się ku Jungkookowi.
Nie chcę cię obrazić, ale ja również nie chcę się żenić z tobą. – odpowiedział jej, na co ta pokiwała głową.
Nie masz może jakiegoś pomysłu, by ich odsunąć od tego pomysłu? – spytała, opierając głowę na dłoni. – Mam już kogoś i nie chce z nim zrywać więzi.
Niestety, nie mam pomysłu. Też już kogoś mam. – mówiąc to, w pierwszym momencie do jego myśli przyszedł Taehyung, ale szybko jego obraz został zastąpiony przez Danee.
Miał jednak wrażenie, że jego uczucie do dziewczyny osłabło. Nie chciał jednak teraz o niej myśleć. Zaczął wyobrażać sobie, co będzie, gdy Jimin już go zabierze do plebskiej części. Był tak pochłonięty swoimi myślami, że nawet nie usłyszał, jak jego matka do niego mówiła.
Jeon Jungkook, mówię coś do ciebie! – krzyknęła w końcu, aż książę się wzdrygnął.
T–tak, słucham? – wyjąkał i spojrzał na królową.
Jego matka wskazała na tablicę, gdzie były wypisane jakieś głupoty odnośnie ślubu. Jungkook nawet nie chciał skupiać na tym wzroku.
Tak będzie wyglądać ten ślub i kolory jakie będą dominować. – oznajmiła, a Jungkook przytaknął w ciszy. – Odpowiada ci to, droga Chaerin?
Mnie się nawet nie pytajcie, nie mam zamiaru wychodzić za mąż. – powiedziała chłodno, zakładając ręce na piersi.
W zamian za te słowa, dostała od swojej matki w udo, na co syknęła cicho.
Wybacz, pani, moja córka jest dzisiaj nie w humorze. – powiedziała matka Chaerin, uśmiechając się przepraszająco do mojej matki.
Jungkook westchnął lekko poirytowany. Nie rozumiał, po co tu w ogóle był. Ani on, ani Chaerin nie chcieli tego ślubu, w dodatku wszystkie szczegóły obgadywali ich rodzice. Zaczął zbierać w nim gniew. Zamiast siedzieć tutaj i się nudzić, mógł zwyczajnie odwiedzić Taehyunga.
Rozumiem. Nie szkodzi. – powiedziała matka Jungkooka, kiwając głową i zwróciła się do swojego syna. – Kochanie, możesz już odejść.
Kiwnął tylko głową i wyszedł z sali, kierując się do swojego pokoju. Szedł ze spuszczoną głową, a gdy otworzył drzwi, zastał Jimina siedzącego na jego łóżku, grzebiącego w jego ipadzie.
Pozwoliłem ci ruszyć? – burknął i położył się na brzuchu obok niego.
I tak byś pozwolił. – odparł Jimin i poklepał go po plecach. – Jak tam u matki?
Jungkook westchnął cicho i wtulił twarz w poduszki. Nie chciał o tym mówić. Jimin wyczuł, że jego panicz nie jest w najlepszym humorze, dlatego postanowił nie męczyć go pytaniami. W ciszy siedział obok niego i grał na ipodzie, gdy ten odchrząknął znacząco. Jimin to zignorował, jednak dźwięk powtórzył się, więc zwrócił swoją uwagę na Jungkooka.
Ona też nie chce ślubu. – powiedział młodszy, siadając. – Nie rozumiem, dlaczego oni to robią.
Jak nie wiadomo o co chodzi, to o pieniądze się rozchodzi. – oznajmił Jimin, zwracając swoją uwagę ponownie na ekran ipoda.
Jungkook prychnął i zaczął wpatrywać się w swoje dłonie. Bolało go to, że jego rodzice nic sobie nie robili z jego uczuć, szczególnie, gdy chodziło o pieniądze.
Jimin... – zaczął Jungkook powoli, opierając się o swojego hyunga. – Nigdy mnie nie zostawisz?
Jimin spojrzał na swojego panicza, gotów go wyśmiać, jednak zauważył, że było to poważne pytanie. Objął młodszego i uśmiechnął się, potrząsając nim lekko.
Nie ma mowy, bym cię zostawił. – powiedział radosnym tonem i poczochrał drugą ręką jego włosy, odłożywszy uprzednio ipoda.
Jungkook wyszczerzył się do swojego hyunga, a tamten uwolnił go z uścisku.
Idź się teraz wykąpać. – powiedział starszy, wstając z łóżka. – Jutro z rana pójdziemy do Taehyunga.
Jungkook jeszcze ostatni raz przytulił swojego hyunga z radosnym "dziękuję" i poszedł do jego własnej łazienki. Jimin stał jeszcze przez chwilę, po czym zaśmiał się cicho, udając się do swojego pokoju.



*



Dom Yoongiego na pewno nie należał do najpiękniejszych, ani nie największych. Jego okolica również nie uwodziła, pełna starych budynków i kruszących się, betonowych murów. Nie przeszkadzało mu to jednak, gdyż był jedynym człowiekiem, żyjącym w tej okolicy, co gwarantowało ciszę i spokój. Jego mieszkanie zawierało podstawowe meble, takie jak fotel, stolik, krzesło, szafę i łóżko, lecz miał również laptopa schowanego w swoim plecaku. Jednak Yoongi leżał teraz na zimnej podłodze, wpatrując się w sufit. Nie wiedział co powinien zrobić. Nie, żeby miał sobie nie poradzić, jednak sprawiało to wiele kłopotu. W sumie zabicie księcia, Jeon Jungkooka nie było prostą misją.

piątek, 6 lutego 2015

The Royal Burden: Rozdział pierwszy

Poszli do pokoju Jimina przylegającego do pokoju Jungkooka i zabrali z niego długi płaszcz z kapturem. Oprócz tego, starszy spakował kilka przekąsek i pieniądze, po czym zeszli do piwnic, w których rodzice Jungkooka trzymali wszelakie trunki z dobrych roczników. W podziemiach było przejście pod ziemią prowadzące bezpośrednio do groty znajdującej się poza murem pałacowym. W tunelu było chłodno i wilgotno, przez głowę. Jungkooka przeszła nawet myśl, by zrezygnować z ucieczki, jednak szybko odrzucił od siebie tą myśl.
Gdy w końcu wyszli, Jimin chwycił swojego panicza za poły płaszcza i pociągnął za sobą, nadając szybkie tempo ich marszowi.
Jiminie... Zwolnij... – wysapał Jungkook, potykając się o swoje nogi i gałęzie.
Chciałeś uciekać, to teraz nie narzekaj. – fuknął starszy, ciągnąc młodszego przez gęste chaszcze.
Znajdowali się w jakimś lesie, dlatego Jungkook nie rozumiał pośpiechu Jimina. Nigdy wcześniej nie był za murami pałacowymi, z wyjątkiem szlacheckiego miasta znajdującego się tuż przy granicy. Zawsze wyobrażał sobie świat zewnętrzny, jak coś w rodzaju piekła na ziemi. Oczekiwał, że wszędzie będą stały ciemne stalaktyty, płomienie będą zżerały martwe ciała, a zamiast nieba, będzie tylko niekończąca się ciemność. Zrozumiał, że nie jest w terenie swojej rezydencji, gdy jego oczom ukazały się stare, podniszczone budynki oraz brudne kamieniczki. Zatrzymali się dopiero w którejś z kolei wnęce. Jimin odwrócił się w jego stronę i zaciągnął mu kaptur na twarz.
Nie wolno ci go zdejmować. – powiedział, zaciągając sznurki, by czasem materiał nie zsunął się z jego głowy.
Dlaczego? – odparł Jungkook kapryśnym tonem, krzywiąc się na ograniczony widok.
Jakby to powiedzieć... – starszy zaczął, ale gdy tylko napotkał spojrzenie Jungkooka, doszedł do wniosku, że nie ma sensu owijać w bawełnę. – Rodziny szlacheckie nie są tu mile widziane. Jak odkryją, kim jesteś, nie będę w stanie ci pomóc. Wszak wizerunek królewskiego potomka był ukazany tylko dwa razy, w ciągu jego życia, czyli gdy się urodził oraz gdy jego rodzina obchodziła setne urodziny jego dziadka, wciąż istniało prawdopodobieństwo, że ludzie mogą go kojarzyć. Plebs nienawidził rojalistów, bo to oni zepchnęli ich do takiego stanu życia, gdzie trudno jest zarobić chociaż na kanapkę, jeśli nie pracuje się na czarnym rynku, który z kolei był miejscem niebezpiecznym, do którego niektórzy udawali się po zarobek i nigdy nie wracali.
Książę poczuł wątpliwości odnośnie swojej pochopnej decyzji i skrzywił się. Kiwną delikatnie głową i chwycił dłoń swojego przyjaciela, w obawie, że oddali się bez niego. Jimin jednak nie zamierzał go zostawić. Może był czasem kapryśny i nieznośny, ale w dalszym ciągu był to jego przyjaciel.
Wyszli z zaułka i przeszedłszy trzy uliczki trafili do małego lokalu. Jimin zamknął za sobą drzwi, a kelner spojrzał na nich zza lady, po czym obdarzył ich szerokim uśmiechem.
Jiminnie! – zawołał radośnie i podbiegł do swojego przyjaciela, by go przytulić. – Przyszedłeś wreszcie!
Już, już, Taehyungie. – Jimin zaśmiał się, czochrając włosy kelnera.
Rozentuzjazmowany chłopak wypuścił go z objęć i obdarzył swym zainteresowaniem stojącego do tej pory w ciszy Jungkooka.
Kto to? – spytał się, podchodząc tak blisko nieznanego gościa, że ten aż się wzdrygnął i cofnął o pół kroku.
To jest... No... Drugi sługa mojego panicza... Kook! – Jimin wymyślił na poczekaniu, po czym zaśmiał się nerwowo, odwracając wzrok.
Taehyung zlustrował wzrokiem Jimina, po czym przeniósł spojrzenie na Kooka. Przekrzywił lekko głowę. Zdawało mu się, że skądś już go kojarzył, ale nie wiedział skąd. Jednak nie powiedział tego, a w zamian obdarzył zestresowanego chłopaka szerokim uśmiechem.
Ile masz lat? – spytał wesołym tonem i poprowadził go do stołu.
Osiemnaście. – odpowiedział krótko Jungkook, rozglądając sie po pomieszczeniu.
Nie było tu żywej duszy, więc wywnioskował, że jedzenie tutaj musi być okropne. Na ścianach nie wisiały żadne obrazy, a farba lekko odchodziła i w niektórych miejscach było widać tynk. Podłoga też nie była niczym specjalnym, proste drewniane deski. Mimo to, lokal był utrzymany w porządku, żadne krzesło nie odstawało od sosnowych stołów i nawet malutka plamka nie szpeciła podłogi.
Jaki młody! – zawołał Taehyung i przytulił Kooka, przez co młodszy jęknął. – I jaki słodki!
Jungkook poczuł, jak się rumieni. Często to słyszał od znajomych rodziców na bankietach, ale z ust tego chłopaka brzmiało to jakoś... inaczej. Odwrócił wzrok, a Taehyung, który niczego nie zauważył, posadził go tuż przy ladzie i zniknął w drugim pomieszczeniu. Po chwili dosiadł się do niego Jimin, szczerząc się.
Gdzie jesteśmy? – spytał Jungkook szeptem, by przypadkiem nie usłyszał ich Taehyung.
Jesteśmy u mojego przyjaciela i jego brata, a to jest ich lokal. – odparł Jimin normalnym głosem, dając tym samym do zrozumienia swojemu przyjacielowi, że nie musi się ukrywać z tą rozmową.
Jungkook pokiwał w ciszy głową, a zza framugi drzwi wyłonił się Taehyung, niosąc kawałek ciasta.
Specjał Hoseoka. Mojego brata. – powiedział, podając talerzyk młodszemu. – Mam nadzieję, że będzie ci smakować.
Jungkook przyjrzał się ciastu, które wyglądało normalnie, jednak miał wątpliwości co do smaku. Przecież musi być jakiś powód, dlaczego nikt tutaj nie przychodzi... Z drugiego pomieszczenia wychyliła się kolejna głowa, jak się Jungkook domyślił, należąca do brata Taehyunga. Wiedział, że chłopak go obserwuje, ale nie miał zamiaru ukrywać się, jeżeli ciasto byłoby niedobre. Wziął wypiek do ręki i ostrożnie ugryzł kawałek.
To ciasto! – zaczął, otworzywszy szeroko oczy ze zdumienia. – To wasze ciasto trafiło na bankiet!
Przez niezręczną ciszę, jaką zastał, zorientował się, jaką głupotę właśnie popełnił. Dostał kuksańca w bok od Jimina i miał już się pytać, czy tak właśnie powinno się traktować swojego pana, gdy jego przyjaciel zakrył mu w porę usta.
Skąd wiesz, że moje ciasto trafiło na stoły w pałacu? – spytał podejrzliwie starszy brat, marszcząc brwi.
Jungkook miał zamiar się odezwać, wymyślając na poczekaniu coś głupiego, kiedy znów dostał łokciem w żebra. W tym momencie zapamiętał sobie, że Jiminowi należy się trochę więcej dyscypliny.
Bo... Nasz kochany panicz raczył nas poczęstować tym ciastem! – oznajmił Jimin, szczerząc się do Hoseoka.
Kucharz zlustrował wzrokiem Jimina i Jungkooka, po czym westchnął cicho. Oczywistym było, że w przeciwieństwie do swojego młodszego brata, on nie uwierzył w tą bajeczkę. Stwierdził jednak, że nie należy teraz naciskać i, że wcześniej czy później i tak się dowie prawdy, chociaż przypuszczał już, jaka ona była. Ponownie spojrzał na Jungkooka i prychnął.
Nie powiedziałeś mi jeszcze, czy ci w końcu smakuje. – powiedział oschle, podchodząc do najmłodszego.
To ciasto jest genialne! – odparł natychmiast Jungkook, a jego oczy lśniły lekko.
Hoseok uśmiechnął się do siebie i pokiwał głową. Właśnie takiej reakcji oczekiwał. Jungkook natomiast zamyślił się, wpatrując się w ciasto.
Ale skoro ono jest takie dobre, dlaczego nikogo tu nie ma? – odezwał się i był gotów przyjąć łokieć Jimina na swoje żebra, lecz na szczęście, nie musiał.
Dzisiaj się urodziłeś? – prychnął Hoseok. – Myślisz, że ktoś będzie wydawać pieniądze na ciasto, zamiast na przeżycie?
Jungkook zamilkł i spuścił głowę. Zaczął przygryzać swoją dolną wargę, na co Hoseok cicho westchnął i zwrócił się do Jimina.
Dlaczego tutaj jesteście? – spytał, a Taehyung zachęcił Jungkooka, by skończył jeść.
Potrzebujemy przenocować, możemy? – spytał Jimin, posyłając przepraszający uśmiech swojemu hyungowi.
Hoseok westchnął ciężko, wznosząc oczy ku górze. Nie było sensu mu odmawiać, bo i tak łaziłby ciągle wokół niego, prosząc o swoje i przeszkadzając mu.
Jedną noc. – zgodził się, a Jimin natychmiast wstał i przytulił go ciasno, na co zareagował śmiechem,
W międzyczasie Jungkook podzielił się ciastem z Taehyungiem, które zjedli razem w ciszy.


Gdy godziny pracy lokalu skończyły się, a Hoseok z Taehyungiem obsłużyli ostatniego i zarazem jedynego klienta poza Jungkookiem, całą czwórką przeszli do drugiego pokoju, gdzie znajdowała się kuchnia jak i składzik zarazem. Weszli schodami ku górze, gdzie mieszkało rodzeństwo. Hoseok otworzył drzwi i wpuścił wszystkich do mieszkania, a ku nim wyleciała biała, puchata kulka. Jungkook spojrzał ze zdziwieniem na stworzonko, przypominające małe wilczątko. Chciał się pochylić, by bliżej mu się przyjżeć, gdy Jimin pociągnął go z powrotem do wyprostu, a małe zwierzątko wydało z siebie potężny warkot przypominający grzmot.
Naprawdę jesteś tak głupi, by wszystko dotykać? – prychnął Jimin, a Taehyung wziął wilczka na ręce.
Co to jest? – spytał lekko przerażony Jungkook. Nie mógł uwierzyć, że takie małe zwierzątko może wydać z siebie taki dźwięk.
Wilkor. – odpowiedział Taehyung, drapiąc kulkę za uchem. – Ma na imię Śnieżek.
Słuchałeś mnie w ogóle?! – odezwał się Hoseok, dźgając swojego brata w ramię. – To nie jest odpowiednie imię dla takiego stworzenia!
Śnieżek zaczął warczeć na starszego z braci, na co ten cofnął się, prychając cicho.
Ale jemu się podoba, prawda? – zwrócił się do swojego zwierzątka i zanurzył nos w jego sierści, na co stworzonko zaczęło mruczeć.
Jungkook przypatrywał się wilkorowi, a gdy Taehyung to zauważył, wysunął go w jego stronę, przez co młodszy chłopak dostał niemalże zawału, gwałtownie cofając się kilka kroków, aż opadł na ścianę.
Nie martw się, nie ugryzie cię. – zaśmiał się Taehyung i puścił stworzonko wolno. – Wilkory są bardzo inteligentne.
Jungkook przykucnął ostrożnie i wysunął dłoń. Mały wilczek popatrzył na niego uważnie, po czym na swojego pana, a gdy ten kiwnął zachęcająco głową, stworzonko podeszło do wyciągniętej ręki i pozwoliło się pogłaskać. Kook wypuścił ze świstem powietrze, rozluźniając się, co spowodowało, że Taehyung zaczął się śmiać.
Słyszałem, że wilkory są wielkości niedźwiedzi. – odezwał się Jungkook po dłuższej ciszy, w dalszym ciągu głaszcząc psowate zwierzątko.
Bo są. – odparł Taehyung, wzruszając ramionami i przyłączył się do pieszczenia swojego pupila, siadając obok chłopaka.
To dlaczego ten nie jest? – dopytywał się Jungkook.
Taehyung zastanowił się przez chwilę, czy powinien mówić swojemu nowemu znajomemu o pochodzeniu swojego pupila i doszedł do wniosku, że jest przecież przyjacielem Jimina i nie musi mieć do niego żadnych wątpliwości.
Ten został uratowany od pewnej śmierci. – zaczął Taehyung, biorąc stworzonko na kolana. – On już większy nie będzie. Jest karłowaty. Przez to, jako że się nie nadawał do walki, został „wyrzucony”.
Nie mógł sobie sam poradzić?
Taehyung spojrzał w lśniące oczy Kooka i uśmiechnął się krzywo.
Wilkor to nie pies, że można go na ulicę wyrzucić,a on sobie jakoś poradzi. Nawet ten malec jest wystarczająco niebezpieczny, by mógł pilnować naszego lokalu. – powiedział, drapiąc swojego pupila po brzuszku. – Takie zwierzęta oddaje się na śmietnisko czarnego rynku, a tam nie ma nic innego, poza śmiercią.
Jungkook wpatrywał się pustym wzrokiem w małego wilkora, nieświadomie opierając się o Taehyunga, ze skupieniem słuchając historii małego wilkora.
Przyjaciel mojego brata powiedział, że może nam dać go za darmo, bo nie chciał skazywać niczemu winne zwierzę na śmierć jedynie z powodu swojej choroby. – Taehyung uśmiechnął się lekko. – Pamiętam, to było chyba pierwszy raz, kiedy to Yoongi hyung prosił mojego brata o przysługę i namawiał go. Zawsze było na odwrót.
Jungkook również zaśmiał się cicho i posmyrał wilczka pod pyskiem. Zwierzątko wydało z siebie przyjazny okrzyk i ugryzło delikatnie palce chłopaka,
Lubi cię! – oznajmił wesoło Taehyung i poczochrał włosy Jungkooka, obdarzając go szerokim uśmiechem.
Przez głowę Jungkooka przeszła myśl, że gdy chłopak tak robi, jest naprawdę uroczy. Młodszy odwzajemnił gest, nabierając lekkiego rumieńca. Taehyung wpatrywał się w lśniące oczy jego nowego kolegi i przyznał w duchu, że nigdy nie widział śliczniejszych oczu.
W międzyczasie Jimin i Hoseok siedzieli w drugim końcu pokoju i rozmawiali ze sobą przyciszonym głosem, by młodsi chłopcy ich nie usłyszeli.
To kim on w końcu jest? – spytał starszy, patrząc się stanowczo w oczy młodszego.
Przecież już mówiłem. – Jimin odwrócił wzrok, stresując się lekko. – Jest drugim służącym mojego panicza...
Faktycznie, mówiłeś już to, a teraz powiesz mi prawdę? – naciskał Hoseok.
Jimin westchnął cicho. Wiedział, że Hoseok nie ulegnie, więc zacisnął ręce w pięści i powiedział, kim jest Jungkook. Opowiedział mu również, dlaczego są tutaj, a starszy kiwał głową w zrozumieniu, cały czas zachowując tą samą twarz, co lekko niepokoiło Jimina.
Rozumiem. – powiedział w końcu Hoseok i przeczesał dłonią swoje włosy. – Nie zwracam uwagi na pochodzenie, więc wyluzuj teraz trochę. Nikomu nie powiem. Pod warunkiem, że dzieciak nie zamierza zrobić z nas dodatkowych sługusów.
Jimin milczał przez chwilę. Rzucił Hoseokowi lekko wyzywające spojrzenie.
Za kogo ty mnie masz? Nie przyprowadziłbym go tutaj, gdybym mu nie ufał. – Powiedział w końcu lekko obrażonym tonem. – Jest może naiwny, rozpieszczony i apodyktyczny, ale... wciąż jest moim przyjacielem. Nie jestem tylko sługą.
On też tak myśli? – spytał starszy, unosząc jedną brew.
Tak. – odparł bez wahania Jimin. – Gdyby tak nie myślał, nie znałbym go tak dobrze.
Tym razem Hoseok zachował milczenie, obserwując księcia bawiącego się z jego bratem. Miał do niego mieszane uczucia, nie był pewny, czy można mu zaufać, lecz skoro Jimin gwarantował, że nie ma ku temu przeciwskazań, postanowił dać szansę paniczowi. Klasnął w ręce i wstał ze zniszczonej sofy, na której siedział razem z Jiminem.
Pora spać, dzieciaki. Późno już jest. – powiedział radośnie, pomagając podnieść się jego przyjacielowi.
Jungkook i Taehyung wzdrygnęli się lekko i natychmiast stanęli na równe nogi, nabierając ciemnych rumieńców. Obydwoje patrzyli w różne strony, a Hoseok prychnął cicho. Rozłożył łóżko i doszedł do wniosku, że wszyscy się nie zmieszczą, jeżeli położą się normalnie. Ułożył więc poduszki w poprzek. Łóżko było wystarczająco szerokie, by można było się położyć i w tą stronę. Jedynie trzeba było podkurczyć trochę nogi, co nie przeszkadzało w wygodnym ułożeniu się. Poszedł do łazienki, by wziąć prysznic, a gdy skończył i wyszedł z łazienki, wszyscy już spali. Zgasił światło i ułożył się na końcu łóżka, obok Taehyunga, przykrywając się skrawkiem kołdry. Westchnął cicho, gdy jego młodszy brat rozwalił się na nim. Zamknął oczy i po chwili odpłynął w objęciach Morfeusza do krainy snów.


Serce Jimina stanęło w jednym momencie, gdy po otwarciu oczu zobaczył tylko Hoseoka po drugiej stronie łóżka. Nie było obok niego jego przyjaciela. Podniósł się natychmiast i ulżyło mu, gdy zobaczył swojego panicza, siedzącego na ziemi, bawiącego się z wilkorem.
Gdzie jest Taehyung? – spytał, gdy zauważył, że drugiego chłopaka nigdzie nie ma. Jungkook podniósł na niego wzrok i obdarzył go szerokim uśmiechem, który Jimin odwzajemnił, wstając z łóżka.
Powiedział, że idzie zrobić do jedzenia. – odpowiedział młodszy, biorąc wilkora na ręce. Zwierzak nie miał już nic przeciwko niemu i pozwalał mu robić ze sobą co chce.
Mina Jimina od razu zżedła. Ostatnim razem, jak Taehyung sporządzał posiłek, wywołał pożar w kuchni, który próbował ugasić olejem. Na słowa Jungkooka nawet Hoseok się obudził i czym prędzej popędził na dół, a tuż za nim Jimin. Zdezorientowany książę odłożył zwierzątko i ruszył za hyungami na parter.
Przed piecykiem gazowym stał Taehyung, smażąc jajecznicę z super skupionym wyrazem twarzy. Dwójka starszych przyglądała się ze zdumieniem niepłonącej patelce, podczas gdy najmłodszy dalej nie wiedział o co chodzi.
Taetae, nauczyłeś się gotować? – spytał z niedowierzeniem Hoseok podchodząc bliżej.
I to był największy błąd, jaki mógł w tej chwili zrobić. Taehyung spojrzał na niego, uśmiechając się, a jego patelka natychmiast zaczęła się palić, jakby spojrzenie chłopaka powstrzymywało ją od samozapłonu.
Taehyung odskoczył zaskoczony, a Jimin doskoczył do kranu i natychmiast ugasił pożar wodą. W kuchni unosił się swąd spalenizny i wszyscy zaczęli kaszleć. Hoseok otworzył okno i wszyscy wystawili za nie głowy, łapczywie nabierając świerzego powietrza. Gdy już większość smrodu ulotniła się, Taehyung dostał w tył głowy otwartą dłonią od swojego brata.
Co ci przyszło do tego pustego łba, żeby samemu smażyć jajecznicę?! – fuknął Hoseok, podchodząc do spalonej patelki.
Taehyung stał ze spuszczoną głową, wpatrując się w czubki swoich butów.
Chciałem zrobić coś dla Jungkooka... – powiedział cicho, czerwieniejąc.
Hoseok warknął na siebie i zaczął skrobać zwęglone resztki z patelki nad zlewem. Jungkook poczuł się współwinny za ten incydent, dlatego podszedł do Taehyunga i objął go ramieniem, chcąc go pocieszyć.
Dzięki, że się starałeś. – powiedział cicho, pocierając plecy starszego chłopaka, który uśmiechnął się na te słowa.
Jimin spojrzał krzywo na swojego panicza. To był pierwszy raz, kiedy Jungkook dziękował komukolwiek innemu, aniżeli jemu. Uśmiechnął się jednak po chwili i podszedł do Hoseoka, by pomóc mu.
Kookie. – zawołał swojego przyjaciela po dłuższej chwili, gdy prawie już skończył czyścić patelkę, a młodszy podszedł do niego. Hoseok w tym czasie zaczął przyrządzać śniadanie. – Wrócimy do pałacu, dobrze?
Jungkook zawachał się. Nie chciał wracać do domu. Było mu tu dobrze, ale wiedział, że jego przyjaciel tylko zachowuję zimną krew, a tak naprawdę w duszy boi się, że jego rodzice zauważyli zniknięcie swojego syna, a wtedy cała wina spadnie na niego. Kiwnął bardzo powoli głową, przyglądając się, jak Jimin płucze naczynie.
Dziękuję. – powiedział jego przyjaciel, odkładając patelkę, po czym wytarł ręce i poczochrał włosy Jungkooka z szerokim uśmiechem.
Śniadanie! – zawołał Hoseok, niosąc stos kanapek na stół w pokoju obok.
Wszyscy powędrowali za nim i usiedli razem przy stole, poza Hoseokiem, który poszedł otworzyć lokal i dopiero wtedy przysiadł się do pozostałych. Zaczęli jeść kanapki, gdy do lokalu wszedł rudowłosy mężczyzna. Hoseok spojrzał na niego i od razu przerwał jedzenie, wstając od stołu.
Myślę, że powinniście się zbierać. Weźcie te kanapki. – mruknął do Jimina, który od razu zrozumiał, o co chodzi.
Zabrał jeszcze po kanapce dla siebie i dla Jungkooka, każąc mu w międzyczasie założyć kaptur. Pośpiesznie wyszli z lokalu, a książę zdążył jeszcze pomachać na pożegnanie Taehyungowi.
Mężczyzna odczekał, aż dwójka chłopaków znikła mu z oczu i zwrócił się do starszego z braci.
Po co przyszedłeś, Suga? – Hoseok spytał, przygryzając wargę.
Mam robotę dla ciebie. – powiedział cicho.
Taehyung zabrał kanapki i wyniósł się do kuchni, by nie przeszkadzać swoim hyungom. Wiedział, że jeżeli pada słowo „robota” od tego hyunga, nie powinien słuchać, o czym rozmawiają.
Jaką? – spytał Hoseok, nerwowo przestępując z nogi na nogę.
Oczekiwał najgorszego. Większość prac od Sugi polegała na kradzieży jakichś rzeczy i zawsze skutkowało czyjąś śmiercią. Oczywiście, nie on zabijał, a hyung stojący przed nim. Zazwyczaj ludzie, którzy są okradani, to inwestorzy i temu podobni ludzie, nie spłacający kredytów i pożyczek. Suga był handlowcem na czarnym rynku, z którym lepiej było nie zadzierać. Mężczyzna podszedł do stolika i usiadł.
Spokojnie, nie musisz się denerwować. Tylko transport. Mam zlecenie, by zawieźć wilkory na ubój. – uśmiechnął się krzywo.
Nie możesz tego sam zrobić? – Hoseok prychął, wzruszając ramionami.
Skoro to było takie proste, to po co go potrzebował? Spojrzał na niego i po chwili olśniło go.
Ah, już rozumiem... – mruknął. – Chodźmy.
Machnął na Sugę, a ten ruszył za nim. Wyszli z lokalu i wsiedli do samochodu starszego. Prawdą było, że pomimo chłodnego charakteru i groźnej aury Yoongi był bardzo wrażliwy, jeżeli chodziło o zwierzęta. Dojechali do hangaru, gdzie znajdowało się stanowisko pracy Sugi. W środku stała wielka klatka zakryta brudnym materiałem. Na jej widok starszy skrzywił się lekko i podszedł do swojego biurka, by spisać adres dostawy i wręczyć go Hoseokowi. W budynku słychać były ciche jęki i piski, dochodzące jakby spod ziemi. Młodszy cały czas miał oczy na brudnym materiale.
Chcesz zajrzeć? – spytał Suga, Hoseok wzdrygnął się na dźwięk jego głosu.
Spojrzał niepewnie na swojego hyunga, po czym podszedł niepewnie do klatki i uniósł materiał. W jego nozdrza uderzył silny zapach rozkładających się ciał. W śroku, jeden na drugim, leżały wilkory, brudne od krwi i poszarpane, niektórym było widać nawet kości. To one wydawały z siebie te jęki i piski. Niektóre ledwo co oddychały. Ich ciała zaczynały się rozkładać, pomimo tego, że jeszcze żyły.
Hoseok zakrył usta i odsunął się natychmiast, potykając się o swoje nogi. Ledwo się powstrzymał, by nie zwymiotować kanapki, którą zjadł niedawno. Suga stanął za nim, trzymając w ręku karteczkę.
Przywieziono je z domów tych jebanych rojalistów. Znudziły im się, więc postanowili stworzyć sobie nową rozrywkę. W końcu kto bogatemu zabroni? – powiedział to cicho drżącym głosem, zaciskając dłonie w pięści.
Hoseok zauważył w oczach swojego hyunga łzy, jednak ten nie pozwolił im wypłynąć. Wytarł je w rękaw swojej bluzy i odwrócił się.
Idź do czarnej ciężarówki, zaraz ci przeniosę tą klatkę do kontenera. – powiedział już normalnym głosem, podając karteczkę Hoseokowi i ruszył w stronę wózka.
Młodszy chłopak pozbierał się i zabrał kluczyki z biurka. Wszedł do ciężarówki i zaczekał, aż zwierzęta zostały załadowane. Włożył wtedy kluczyki do stacyjki i uruchomił silnik. Wyjechał z hangaru i ruszył na południe kraju, pod wskazany adres.
Suga obserwował odjeżdżający samochód, póki nie zniknął mu z oczu. Było mu szkoda tych wilkorów. Usiadł na krześle przy biurku i schował twarz w dłoniach. Tak bardzo nienawidził tego świata, tego systemu. Chciałby to zmienić. Kiedyś miał swoją hodowlę różnych domowych zwierząt, od koszatniczek poczynając, aż po wilkory. Pewnego dnia, gdy wrócił do domu zastał liścik na drzwiach od żandarmerii, a wokół walały się trupy jego pupili. Nawet już nie pamiętał, co było napisane na tym jebanym kawałku papieru.
Wzdrygnął się, gdy poczuł, jak ktoś przytula go od tyłu.
Co robi mój mały braciszek? – usłyszał przy swoim uchu i natychmiast uderzył napastnika w brzuch łokciem, przez co tamten wywalił się.
Jestem starszy od ciebie, Namjoon. – warknął, wstając z krzesełka.
Stanął nad swoim przyjacielem i spojrzał mu chłodno w oczy, lecz po chwili nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
Ale wciąż mi przypominasz mojego młodszego brata! – burknął Namjoon, podnosząc się z ziemi. – Mów do mnie hyung.
Chyba cię pojebało. – odparł Yoongi i kopnął lekko w nogę swojego przyjaciela i ponownie usiadł, by zająć się papierkową robotą.
Suga i Namjoon nie byli rodzeństwem, ale tylko pod względem biologicznym. Wychowali się razem na ulicy i bronili siebie wzajemnie, gdy była taka potrzeba. Byli dla siebie jedynymi bliskimi osobami i ufali sobie bezgranicznie. Namjoon zawsze traktował Sugę jak młodszego brata, pomimo tego, że był młodszy. Yoongiemu to raczej nie przeszkadzało, znał bowiem przeszłość swojego przyjaciela na tyle dobrze, by rozumieć, co on czuje.
Przez chwilę trwała w hangarze cisza, przerywana jedynie skrobaniem długopisu.
Jin ma dla ciebie robotę. – odezwał się w końcu Namjoon, kładąc mu dłoń na ramieniu.
Kim Seokjin był szefem największej mafii w kraju, a młodszy chłopak był jego prawą ręką i najbardziej zaufanym członkiem mafii. Yoongi nie należał do niej, ale wyświadczał małe przysługi, zapewniając sobie tym samym bezpieczeństwo i ewentualną ochronę.
Hm? – mruknął Suga, nie skupiając na nim zbyt wielkiej uwagi.
Chodzi o robotę związaną z twoją drugą działalnością, tą poza prowadzeniem tego hangaru. – powiedział ostrożnie Namjoon. W jego głosie nie było słuchać ani trochę tego wesołego gościa z przed chwili.
Suga uniósł głowę i spojrzał na Namjoona. Westchnął cicho i zamknął zeszyt, w którym wszystko notował. Wstał i podszedł do szafy pancernej, w której trzymał swój sprzęt potrzebny do wykonywania robót na boku, gdy ktoś sprawiał problemy.
- A o co dokładnie chodzi? - spytał, otwierając drzwiczki.
- Wolałbym, żebyś pojechał ze mną do kryjówki jego mafii. On ci wszystko wytłumaczy.
Suga pokiwał głową. Wyciągnął małe zawiniątko i schował je do plecaka. Założył go na plecy i spojrzał na Namjoona.
- To chodźmy. - powiedział, wzruszając ramionami.

czwartek, 5 lutego 2015

The Royal Burden: Prolog

Tak więc jest to prolog mojego opowiadania. Szczegóły odnośnie gatunku i pairingów znajdziecie w zakładce "Dłuższe"! Miłego czytania.




Być urodzonym szlachetnie jest naprawdę dobrze – tak właśnie myślał Jeon Jungkook. I dużo się nie mylił. W świecie podzielonym na plebs i rojalistów lepiej być pochodzenia szlachetnego, niż ciężko pracować wśród kryminalistów, choć nie tylko z nich składała się niższa warstwa społeczna. Różnica pomiędzy tymi stanami była tak ogromna, że dla osoby trzeciej wydawałoby się, że to jakiś bug we wszechświecie i powstały dwa światy w jednym.
Jungkook przechadzał się właśnie po sali bankietowej, przyjmując pozdrowienia od elegancko ubranych ludzi, których tak naprawdę nie znał. Towarzyszył mu przy tym jego najlepszy i jedyny przyjaciel, a zarazem jego sługa i niańka – Park Jimin, starszy od niego o dwa lata. Rozglądał się przy tym za ładnymi dziewczynami, które ewentualnie mógł poderwać na swój status. Należał w końcu do najbogatszej rodziny w kraju i był księciem, nie to co inni chłopcy na tej sztywnej imprezie, którzy byli po prostu zwykłymi szlachcicami.
Szczerze przyznawszy, miał już pewną dziewczynę na oku – rok młodszą od niego Kim Danee. Wiedział, że się w niej zakochał. Zamienił z nią parę razy kilka słów i wydawało mu się, że dziewczyna odwzajemnia jego uczucia.
Hyung, przynieś mi coś do picia. – odezwał się Jungkook, siadając przy stole na wygodnym krześle.
Tak jest. – Jimin zasalutował i znikł w tłumie.
Siedział sam, obserwując starszych ludzi tańczących ze sobą w rytm jakiejś beznadziejnej, klasycznej muzyki. Prychnął cicho i nałożył sobie na talerz kawałek sernika. Podobno to jedno ciasto było zamówione z zewnątrz, ze słynnego lokalu plebsu. Był ciekawy smaku wypieku, bo jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by do sali bankietowej trafił jakiś przysmak nie pochodzący z królewskiej kuchni. Gdy wziął kawałek, otworzył szeroko oczy w zdumieniu. Pierwszy raz jadł coś aż tak dobrego.
Cześć. –usłyszał za sobą miły głos i niemal natychmiast się odwrócił.
To była ona. Dziewczyna, w której się kochał. Jego twarz oblał ciemny rumieniec i wstał, by ustąpić miejsca, pomimo tego, że praktycznie wszystkie krzesła przy stole były wolne, z wyjątkiem dalekiego końca, gdzie siedział jego ojciec, rozmawiając z matką.
Cześć... – odpowiedział cicho, kłaniając się lekko.
Dziewczyna zaśmiała się subtelnie i podeszła bliżej.
Co u ciebie? – spytała, by po chwili pokazać swój olśniewający uśmiech.
U mnie?... Em... – zapatrzył się na jej lśniące oczy i zapomniał przez chwilę, jak się nazywa. – N–nic w sumie... – zawahał się przez chwilę i spojrzał na czubki swoich butów, które stały się niezwykle interesujące. – Zechciałabyś może... z–zatańczyć ze mną?
Danee ponownie się zaśmiała i przytaknęła głową, podając mu swoją rękę. Jungkook ujął jej dłoń i zaczął z nią tańczyć, ignorując fakt, że tuż przed chwilą uważał tą muzykę za beznadziejną. Bujali się razem w jednostajnym ruchu, mając palce razem splecione. Przylegli do siebie, a Jungkook przymknął oczy, czując bliskość dziewczyny, o której marzył. Po chwili spojrzał na nią i napotkał jej lśniące, ciemne oczy. Zbliżył nieświadomie swoją twarz bliżej jej tak, że zetknęli się czołami. Danee przymknęła oczy, a Jungkook pochylił się jeszcze niżej, by złożyć pocałunek na jej ślicznych, różowych ustach, gdy nagle obok nich pojawił się jego przyjaciel.
Przyniosłem picie, pa... O, przepraszam! – Jimin zakrył swoje usta i spojrzał ze strachem na swojego panicza. – Nie chciałem wam przerwać...
Jungkook natychmiast odskoczył od dziewczyny, czerwieniejąc się.
Jimin! – warknął, ale natychmiast umilkł, gdy za jego służącym pojawiła się jego matka.
Kochanie, chodź, chciałabym z tobą porozmawiać. – poprosiła swojego syna niezwykle szlachetnym gestem, jak na królową wypadało i odwróciła się, wiedząc, że jej syn za nią podąży.
Jungkook przełknął ślinę i ruszył za swoją rodzicielką. Gdy zrównał się z nią krokiem i odeszli kawałek, do cichszego miejsca, wzięła głęboki wdech i zwróciła się ku niemu.
Kochanie, masz już osiemnaście lat. – powiedziała powoli, jakby dobierała każde słowo, by dobrze się komponowało z pozostałymi. – Pora byś znalazł sobie małżonkę.
Jungkook chciał już zabrać głos i otworzył usta, lecz jego matka uciszyła go krótkim ruchem ręki, spoglądając na niego ostro. Nie wolno było przerywać rodzicom, gdy ci jeszcze nie skończyli mówić.
Ja i twój ojciec przygotowaliśmy już dla ciebie pannę młodą, Lee Chaerin. Mam nadzieję, że spodoba ci się, jej rodzice są niezmiernie bogaci. – powiedziała, a w jej oczach pojawił się ten chciwy błysk, który nie był mu obcy.
Odczekał chwilę, by się upewnić, czy może już się odezwać i odchrząknął, by tym samym uprzedzić swoją matkę, że zamierza coś powiedzieć.
Mamo... Ale ja już kocham inną... – przyznał cicho, spoglądając nieśmiało na swoją matkę, która obrzuciła go lodowatym spojrzeniem.
Nie obchodzi mnie to. Będziesz robił to, co ci każę, bez dyskusji. – odparła sztywno, prostując dumnie swoje plecy i odwróciła się. – Ślub za dwa miesiące.
Ale mamo! – krzyknął za nią, próbując ją zatrzymać.
Powiedziałam: bez dyskusji! – ucięła i ruszyła przed siebie.
Jungkook zatrzymał się zrezygnowany i wściekły. Jak jego matka mogła mu to zrobić? Jak niby miał się pogodzić z tym, że będzie musiał ożenić się z jakąś babą, której w ogóle nie zna? Jego rodzice widzieli chociaż czubek głowy swojego syna zza stosu pieniędzy?
Odwrócił się i ruszył w swoją stronę, szukając wzrokiem swojego przyjaciela. Zastał go przy ścianie, blisko wyjścia, całkowicie zestresowanego, dziubiącego róg swojego garnituru. Gdy Jimin go zauważył, natychmiast ruszył za swoim panem. Wyszli na szeroki korytarz i ruszyli w stronę pokoi królewskich, gdzie znajdowała się i sypialnia Jungkooka.
Mogę wiedzieć, co się stało? – odezwał się nieśmiało Jimin, gdy jego panicz cały czas milczał.
Co się stało? Co się stało?! – zatrzymał się nagle i odwrócił się gwałtownie w stronę Jimina. – Żenię się, do jasnej cholery! Za dwa miesiące! Z jakąś babą, której nie znam! A moja matka ma mnie w dupie! Widzi tylko pieniądze!
Jimin mógł się cieszyć tym, że Jungkook traktował go jak przyjaciela a nie jak sługę, których pełno było w tym pałacu, jednak musiał znosić jego wybuchy i stawać się kimś, na kim jego przyjaciel mógłby się wyładować.
Nie sądzę, by było aż tak źle... – zaczął nieśmiało, a młodszy podszedł do ściany, o którą się oparł, by po chwili zjechać do siadu.
Masz rację, nie jest aż tak źle, jest okropnie. – warknął i wplótł palce w swoje włosy.
Myśl trochę bardziej pozytywnie, może jest ładna?
Co z tego?! Kocham Danee. – wrzasnął, chowając twarz w dłoniach.
Słychać było cichy szloch. Jimin nie dziwił się Jungkookowi. Miał trochę przesrane, żyjąc w tak sztywnej rodzinie, ale uważał, że lepsze jest takie życie, niż mieszkanie za murami pałacowymi. Był wdzięczny rodzinie królewskiej, że przygarnęli go jako niańkę dla jego przyjaciela, gdy miał siedem lat. Od zawsze mu współczuł. Pomimo tego, że miał rodziców, oni nie zwracali na niego uwagi, albo zwracali się do niego sztywno i formalnie, nie okazując ani trochę uczucia i tylko wtedy, gdy coś potrzebowali, tak jak teraz. Nic więc dziwnego, że panicz był niezwykle kapryśny, jednak robienie histerii tylko o to, że nie mógł być z dziewczyną, którą znał zaledwie od czterech spotkań wydawało się Jiminowi trochę dziecinnym zachowaniem. Nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia, wydawało mu się to głupie i łatwowierne.
Już, nie płacz. Jesteś księciem, nie księżniczką, nie? – Jimin przycupnął przy nim i objął go po przyjacielsku ramieniem. Jungkook oparł o niego głowę i westchnął cicho, wycierając łzy.
Chcę uciec. – powiedział poważnym tonem, naciągając rękawy na dłonie.
Już tam, na pewno nie będzie tak źle. – odparł Jimin krzepiącym tonem, potrząsając nim lekko.
Mówię poważnie. Zaprowadź mnie poza ten głupi ogród różany mojej matki. – to już nie było prośbą. Jungkook mu rozkazał, patrząc się głęboko w oczy swojego sługi.
Jimin się zawahał i zmarszczył brwi, powoli wstając na równe nogi. Po chwili wyciągnął dłoń do swojego panicza.
Jesteś tego pewny? – spytał, obserwując go uważnie.
Tak. – prychnął cicho, przyjmując dłoń.
Wprawdzie rozpieszczony książę, jakim był Jeon Jungkook nie mógł wiedzieć, co mogło go czekać poza bezpiecznym schronieniem, jakim był pałac, lecz Park Jimin wiedział, aż za dobrze, nie raz wysyłany po rzeczy dostępne tylko na czarnym rynku, że to miejsce nie jest przyjazne dla ludzi szlachetnie urodzonych. Mimo tego postanowił zabrać swojego pana.