sobota, 28 marca 2015

The Royal Burden: Rozdział trzeci

Yoongi siedział w lokalu Hoseoka, jedząc przyrządzony przez niego posiłek. Przy okazji czytał również raporty od swoich szpiegów przebywających w pałacu królewskim.
- Hyung... - usłyszał obok siebie głos Taehyunga, który niepewnie przystępował z nogi na nogę.
Suga podniósł wzrok na młodszego chłopaka, biorąc do ust kolejny kawałek bekonu. Uniósł brwi w pytającym geście i zaczekał, aż chłopak wreszcie wykrztusił z siebie słowa, na które zbierał się od wizyty Jungkooka.
- P-pomożesz mi z odbudową łódki? - spytał Taehyung, unikając spojrzenia się w oczy starszego mężczyzny.
- Hoseok nie może ci pomóc? - odparł Yoongi, przenosząc swoją uwagę ponownie na raporty.
- Wiesz dobrze, jaki on jest, jeśli chodzi o takie rzeczy... - burknął Taehyung i przysiadł się do stolika starszego. - Nie chcę, żeby zatonęła, a chciałbym zabrać Kooka na tą wysepkę na środku jeziorka, jeśli jeszcze raz przyjdzie.
- Tego, co go widziałem, gdy do was przyszedłem wczoraj? - spytał Suga i pomimo że miał wzrok skupiony na raportach, uważnie słuchał słów Taehyunga.
- Tak, o niego chodzi. - przytaknął młodszy chłopak i spojrzał się z nadzieją na Yoongiego. - To jak?
Suga siedział w ciszy, myśląc. Jeżeli pomógłby teraz w odbudowie łódki, mógłby dopilnować, by zatonęła, a wtedy jego robota stałaby się dużo prostsza.
- Tae, umiesz pływać? - spytał Yoongi z delikatnym uśmieszkiem.
- Umiem, czemu pytasz? - spytał Taehyung, marszcząc brwi.
- Bo gdybyś się utopił, byłaby to moja wina, bo naprawiłem ci łódkę. - odparł Suga i podniósł się. - Chodźmy.
Taehyung natychmiast się podniósł, obdarzając starszego swoim kwadratowym uśmiechem.


*


Jungkook wstał wczesnym rankiem, wyprzedzając nawet Jimina. Wykonał poranną toaletę i spakował kilka swoich rzeczy. Postanowił również pozostawić list do swojej matki, w którym informował ją, że udał się na wycieczkę po prowincjach. W końcu miał zamiar przekonać swojego przyjaciela, by zostali się dłużej, niż na jedną noc. Gdy był już niemalże gotowy do wyjścia, poszedł do pokoju Jimina, by go obudzić.
  • Hyung! - zawołał, skacząc na jego łóżko.
Starszy chłopak jęknął cicho i nałożył poduszkę na swoją głowę. Jungkook zaśmiał się i zaczął łaskotać swojego przyjaciela, na co ten zaczął się rzucać po całym łóżku, próbując uciec od rąk.
  • Już, Jungkookie, przestań! - zawołał, śmiejąc się i odpychając od młodszego chłopaka, aż spadł na podłogę.
Książę wpatrywał się w swojego przyjaciela, powstrzymując śmiech, gdy ten z jękiem rozmasowywał tył głowy. Starszy chłopak podniósł się, wyklinając w myślach na cały świat.
  • Która godzina? - spytał, rozmasowując tym razem swoje żebra, które ucierpiały, gdy jego panicz go torturował.
  • Jest szósta, sir. Jestem gotów do wymarszu! - zasalutował Jungkook, schodząc z łóżka i stając na baczność.
  • Która?! - jęknął Jimin, chowając twarz w dłoniach. - Normalnie nie wstaję przed siódmą, a ty chcesz, żebym już cię do nich zaprowadził?! Oni też są ludźmi i śpią o tej porze!
Entuzjazm Jungkooka osłabł nieco i opuścił głowę. Jimin przewrócił oczami i skierował się do małej łazienki, którą miał na wyłączność tak, jak Jungkook. Młodszy chłopak podążył za nim i był przy nim przez cały czas, gdy mył twarz i szczotkował zęby. Jimin spojrzał na niego lekko poirytowany i odwrócił się w końcu do niego.
  • Będziesz też patrzeć, jak będę się odlewać? - fuknął i podszedł do niego, by wypchnąć go za drzwi. - Zaczekaj na zewnątrz!
Jungkook pozwolił się wyprowadzić z łazienki i usiadł na łóżku, czekając na starszego chłopaka niczym wierny pies. Gdy ten po kilku minutach wyszedł, podążał za nim wzrokiem, jakby był dla niego smacznym kąskiem. Młodszy chłopak po prostu nie mógł się doczekać, aż jego przyjaciel powie, że mogą iść. Jimin przebrał się w ubrania dzienne i schował do swojego plecaka parę przedmiotów. Wyciągnął z szafy jeden ze swoich płaszczy z kapturem i podał go Jungkookowi.
  • Tak się śpieszyłeś, że kompletnie zapomniałeś o czymś na wierzch. - stwierdził z lekkim uśmiechem i zaczekał, aż młodszy założy ubranie.
Następnie wyszli z pokoju Jimina, przeszli przez pokój Jungkooka, by dostać się na korytarz, którym przeszli do podziemi.


*


Hoseok po raz pierwszy wstał przed Taehyungiem. Nic dziwnego, w końcu młodszy do późnej nocy wraz z Yoongim naprawiali łódź. Teraz Taehyung spał wtulony w swoją poduszkę, a jego brat przykrył go tylko kołdrą, po czym wstał z łóżka. Hoseok nie otrząsnął się jeszcze dobrze ze snu, gdy usłyszał walenie w drzwi na dole. Zmarszczył brwi i spojrzał na zegarek. Była dopiero siódma trzydzieści. Zaczął się zastanawiać, kto chciałby wejść do jego lokalu o tak wczesnej porze. Wykluczone, by był to Yoongi, on zawsze pojawiał się po południu. Zszedł po schodach i gdy tylko wszedł do części publicznej jego posiadłości, zobaczył za oknem Jimina. Westchnął poirytowany i otworzył drzwi.
- Wcześniej się nie dało? - spytał z kwaśnym uśmieszkiem.
Jimin wywrócił oczami i wszedł do lokalu, ciągnąc za sobą Jungkooka.
- To jego wina. - prychnął, wskazując na swojego panicza i wzruszając ramionami. - Obudził mnie o szóstej!
- Po co? - Hoseok zwrócił się tym razem do Jungkooka.
Jungkook spojrzał na swoje buty, słysząc pretensjonalny ton głosu starszego hyunga. Szczerze powiedziawszy mógł przecież zaczekać, aż będzie południe i wszyscy zaczną normalnie funkcjonować.
- Chciałem zobaczyć się z Taehyungiem. - powiedział najmłodszy, skubiąc rąbek swojego płaszcza.
Hoseok wywrócił oczy i z cichym westchnieniem poprowadził swoich gości do mieszkania na piętrze. Gdy znaleźli się już na górze, najstarszy podszedł do łóżka, wziął poduszkę i zaczął nią bić osobnika zawiniętego w kołdrę.
- Taehyung, wstawaj! - wrzasnął tak przenikliwie, że Jungkook był pełen podziwu, iż chłopak wydał z siebie cichy pomruk i zakrył się ciaśniej, śpiąc dalej. - Kookie przyszedł!
Młodszy z rodzeństwa natychmiast uniósł się do siadu i gdy tylko udało mu się skupić wzrok na postaci księcia, uśmiechnął się szeroko. Wstał z łóżka i podszedł do najmłodszego, by go uścisnąć na powitanie. Jungkook zaśmiał się cicho i objął go po przyjacielsku.
- Cześć, hyung. - przywitał się cicho.
- Cześć, Kookie. - mruknął Taehyung jeszcze sennym głosem i poczochrał jego włosy.
Odsunęli się od siebie i patrzyli przez chwilę sobie w oczy, póki Hoseok nie przywrócił ich do rzeczywistości.
- Może śniadanie zjemy? - spytał, lustrując Jungkooka wzrokiem.
Młodszy z rodzeństwa wzdrygnął się delikatnie, słysząc głos swojego brata. Spojrzał na niego i złapał go za nadgarstek, po czym pociągnął go za sobą do kuchni. Jungkook i Jimin spojrzeli po sobie, po czym ruszyli za rodzeństwem.
- Tae, co się dzieje? - spytał zaskoczony Hoseok, próbując uwolnić swoją rękę.
- Hyung, pomóż mi zrobić śniadanie. - szepnął Taehyung, zatrzymując się u podnóża schodów, gdy dwójka przyjaciół jeszcze nie mogła ich usłyszeć.
Hoseok zmarszczył brwi i obdarzył swojego młodszego brata pytającym spojrzeniem. Wzruszył jednak ramionami, wzdychając cicho i wyminął młodszego, kierując się do małej lodówki.
- Pod warunkiem, że będziesz robić dokładnie to, co ci każę. - powiedział w końcu, wyjmując jajka i parę innych produktów.
Taehyung wyszczerzył się i w tym samym momencie obok niego pojawili się Jimin i Jungkook. Starszy wędrował wzrokiem pomiędzy rodzeństwem z niepewną miną, podczas gdy młodszy wpatrywał się w kwadratowy uśmiech niewiele starszego chłopaka. Zarumienił się lekko, gdy zauważył, że gapi się trochę za długo i spuścił wzrok na swoje buty. Taehyung podszedł do swojego starszego brata i zaczął wykonywać polecenia.
Idźcie usiąść przy stoliku, niedługo podamy śniadanie. - odezwał się Hoseok, nie odwracając wzroku od dłoni Taehyunga, pilnując go, by kuchnia znów nie stanęła w płomieniach.
Jimin kiwnął tylko głową i pociągnął Jungkooka za sobą do stołówki. Nie umknęło jego uwadze, że młodszy chłopak rumienił się. Usiedli przy najbliższym stoliku.
- Kookie, dobrze się czujesz? - spytał Jimin troskliwym głosem i przyłożył dłoń do jego czoła.
- T-tak myślę... - mruknął Jungkook, odsuwając dłoń swojego przyjaciela.
Jimin milczał przez chwilę, wpatrując się w młodszego chłopaka. Książę uspokajał się powoli, a rumieniec schodził z jego twarzy, gdy jego przyjaciel odezwał się, powodując tym samym palpitacje serca u niego.
Podoba ci się Taehyung? - starszy chłopak spytał, uśmiechając się kącikiem ust.
- Nie! - odparł natychmiast Jungkook, przybierając koloru dojrzałej wiśni. - On... Jest facetem!
Jimin zaśmiał się cicho i pokiwał głową, odwracając wzrok od młodszego. Sądził co innego i był pewien, że Jungkook darzy większym uczuciem Taehyunga niż Danee. Młodszy chłopak lustrował przez chwilę swojego przyjaciela, po czym prychnął. Nie mógł podobać mu się Taehyung, wolał przecież dziewczyny... Prawda? Jednak Jungkook czuł gdzieś na dnie swojego serca, że Danee nie miała szans w porównaniu z Taehyungiem, nawet jeśli wypierałby się swojej orientacji nie wiadomo jak zaciekle.
Po upływie paru minut z kuchni wyłonił się Taehyung, niosąc talerz pełen omletów. Szczerzył się w swoim kwadratowym uśmiechu, stawiając ich śniadanie na środku stolika. Usiadł blisko Jungkooka, a Hoseok wyszedł z kuchni, wypuszczając ze świstem powietrze i rozdał talerzyki wraz ze sztućcami.
- Mam nadzieję, że nie są okropne. - mruknął cicho do swoich gości i przysiadł się.
- Hyung... - burknął Taehyung, lustrując swojego brata urażonym spojrzeniem.
Hoseok parsknął śmiechem i potargał włosy swojego brata, biorąc pierwszego omleta. Wszyscy poszli w jego ślady, lecz jako pierwszy Jungkook wziął kawałek do ust. Powoli przeżuwał, czekając aż wydobędzie się smak placka, lecz nic takiego nie nastąpiło.
To jest bez smaku. - powiedział Jimin, który wziął swój kawałek tuż po Jungkooku.
Taehyung spojrzał w nadziei na najmłodszego. Jungkook widząc jego spojrzenie, nie mógł po prostu przyznać racji swojemu przyjacielowi. Przeżuł kawałek i przełknął go, biorąc dzielnie kolejny.
- To jest dobre, Jimin. - fuknął na swojego sługę i pokazał Taehyungowi uniesiony kciuk. - Pyszne.
Młodszy z rodzeństwa lustrował go przez chwilę, oczekując odruchów wymiotnych czy czegoś w tym rodzaju, jednak nic takiego nie nastąpiło. Nawet wydawało mu się, że młodszy chłopak przeżuwa z coraz większym entuzjazmem. Uśmiechnął się szeroko i zaczął jeść swojego omleta. Gdy wziął pierwszy kawałek, ściągnął usta i przymknął oczy.
Kookie jesteś naprawdę miły. - powiedział z pełnymi ustami i poczuł łzy pchające się na zewnątrz. - Ten placek jest ohydny.
- Może wyjątkowo twój. - odparł Jungkook, nie zmieniając wyrazu twarzy. - Mój jest naprawdę pyszny.
Taehyung obserwował z podziwem najmłodszego tak jak i jego hyungowie, póki ten nie skończył. Jungkook ponownie uniósł kciuk i z kamienną twarzą powtórzył, że omlet był znakomity.
- To może kolejnego? - spytał Hoseok z drwiącym uśmieszkiem.
- Nie... Najadłem się jednym... - powiedział słabo najmłodszy, spoglądając z przerażeniem na najstarszego.
- Jednym? - powtórzył Hoseok, uśmiechając się szeroko. - Nie krępuj się, bierz kolejnego, na pewno jesteś... Au! - przerwał mu Taehyung, kopiąc go w piszczel.
- Cieszę się, że ci smakowało. - powiedział młodszy z rodzeństwa i uśmiechnął się przepraszająco do Jungkooka.
Książę pochylił się delikatnie i pozbierał talerze, bo nikt już nie miał zamiaru kontynuować jedzenia. Taehyung pozbierał sztućce i razem z najmłodszym poszli do kuchni, by pozmywać.
- Nie wierzę, że to zrobił. - westchnął Hoseok, kiwając głową z uznaniem.
- A mnie jakoś specjalnie to nie dziwi. - odparł Jimin, uśmiechając się lekko, gdy starszy posłał mu pytające spojrzenie, lecz w odpowiedzi pokiwał tylko głową.
Hoseok westchnął ponownie, tym razem ciężej, przecierając oczy dłonią.
- Oh, Jiminnie, przypomniało mi się... - odezwał się nagle, unosząc głowę. - Samochód mi siadł parę dni temu, mógłbyś mi pomóc?
- Jasne. - odparł młodszy chłopak i wstał z krzesła.
Hoseok podążył jego ruchem i wskazując gestem, by Jimin szedł za nim, wyszli razem z lokalu i skierowali się na tyły budynku, gdzie znajdował się garaż.

Taehyung i Jungkook zmywali razem, pomimo tego, że zmywania nie było aż tak dużo. W ciszy szorowali naczynia, młodszy niemal ich nie tłucząc, w końcu zmywał po raz pierwszy i jedynie naśladował sprawne ruchy starszego chłopaka. Taehyung obserwował kątem oka ruchy Jungkooka, próbując ukryć uśmiech. W końcu nie na co dzień spotyka się człowieka, który jest bardziej ślamazarny od niego, jeżeli chodzi o sprawy kuchenne. Gdy skończyli zmywać, a młodszy chłopak odkładał ostatni talerz na suszarkę, Taehyungowi przypomniał się wczorajszy pomysł.
- Kookie... - zaczął powoli, przestępując nerwowo z nogi na nogę. - Chciałbyś się przejść może?
- Nie wiem, czy mogę... - odparł Jungkook, przygryzając wargę.
- Dlaczego? - spytał Taehyung, tracąc swój entuzjazm, co nie umknęło uwadze księcia.
- Wiesz, jestem przecież... - zawahał się, uświadamiając sobie, że przecież starszy chłopak w dalszym ciągu nie wie, kim on jest. Wymyślił coś na poczekaniu, odwracając spojrzenie. - jestem... zależny od Jimina.
To zabrzmiało tak kiepsko, że Jungkook sam siebie spisał na straty. Nigdy nie był zbyt dobry w wymyślaniu kłamstw na poczekaniu. Taehyung przekrzywił głowę i zmarszczył brwi.
- Nie przesadzaj, nie jest twoim panem. To, że jesteś od niego młodszy, nie oznacza, że musisz się non stop jego słuchać. - powiedział starszy chłopak i wziął Jungkooka za nadgarstek.
Na tym zakończyła się ich dyskusja, a Taehyung wyprowadził młodszego z budynku, zawoławszy uprzednio swojego wilkora. Starszy chłopak pomyślał, że mały spacer przyda się jego pupilkowi. Jungkook nawet nie próbował stawiać oporu. Sam chciał się wyrwać i pójść za starszym, gdzie tylko ten będzie chciał. Skręcili w szeroką ulicę, mijając kilku ludzi stojących przy swoich straganach i marnych, dziurawych namiotach, służących im za schronienie. Kilkoro dzieci przebiegło obok nich, a niektóre nawet zatrzymały się, by przywitać się z Taehyungiem. Jungkook był pod wrażeniem otaczającego go świata. Mimo iż reprezentował biedę i skutki panowania jego rodziny, za którą też po części ponosił odpowiedzialność, widok był dla niego nowością. Wodził wzrokiem po uśmiechniętych kobietach z dziećmi, po starcach siedzących za stolikiem pełnym, jak dla Jungkooka, śmieci. Nikt nie zwracał uwagi na niego, spojrzenia wszystkich kierowały się jedynie na Taehyunga.
W końcu skręcili w wąską uliczkę. Starszy chłopak zatrzymał się gwałtownie, wpadając na coś, a Jungkook poszedł w jego ślady. Po krótkiej chwili spostrzegł, że przeszkodą na ich drodze był człowiek.
Tae, uważaj, jak chodzisz. - powiedział spokojnie obcy i postawił starszego chłopaka prosto.
- Przepraszam, hyung. - powiedział cicho Taehyung i ukłonił się lekko.
Jungkook badał wzrokiem obcą osobę i doszedł do wniosku, że jest to ten sam mężczyzna, przez którego przy pierwszej wizycie u braci musieli wyjść bez dobrego pożegnania. Oczy Yoongiego skupiły się na postaci młodego księcia, na co chłopaka przebiegły ciarki. Było w nim coś niebezpiecznego.
- Gdzie idziecie? - spytał najstarszy, zwracając teraz swoją uwagę na Taehyunga, uśmiechając się lekko.
Pytany przyłożył palec do ust i obdarzył Yoongiego ostrzegawczym spojrzeniem. Suga przez chwilę wpatrywał się w brata swojego przyjaciela, po czym rozciągnął usta w jeszcze szerszym uśmiechu.
- Oh, rozumiem. - powiedział, śmiejąc się. - Miłego dnia.
Wyminął ich i ruszył swoją drogą, pozostawiając za sobą zmieszanego Jungkooka i Taehyunga, szczerzącego się od ucha do ucha.
Starszy z dwójki chwycił młodszego i pociągnął go dalej, póki nie wyszli z miasta. Przeszli mostem nad wąską i brudną rzeką oraz przeszli przez niewielki las, by dotrzeć do małego jeziorka z czystą wodą. Na środku zbiornika stała mała wysepka, na której rosło kilka drzew z różnobarwnymi liściami. Na niektórych gałęziach pobłyskiwały pióra ptaków, które siedziały cicho, odpoczywając po całym dniu.
Jungkook był zauroczony całym widokiem. Badał otaczający go krajobraz, zachwycając się grą kolorów wśród koron drzew.
- Podoba ci się? - odezwał się Taehyung, uśmiechając się do młodszego.
- Bardzo. - odparł książę, nie odrywając wzroku od pomarańczowo-niebieskiego ptaszka, który uważnie mu się przyglądał.
- Chcesz się tam dostać?
- A możemy? - Jungkook oderwał wzrok od zwierzątka, by obdarzyć Taehyunga zainteresowanym spojrzeniem, w którym kryła się dziecięca nadzieja.
Starszy zagryzł wargę, powstrzymując się od uduszenia młodszego w uścisku. Jungkook był tak uroczy, że Taehyung miał ochotę zatrzymać go dla siebie i nikomu nie oddawać, by mógł już zawsze go podziwiać i ewentualnie pieścić. Jego wilkor, jakby czytając w jego myślach, poczuł się zazdrosny i postanowił przerwać im ten prywatny moment swoim donośnym szczekaniem.
- Już, już, co się awanturujesz? - Jungkook zwrócił całą swoją uwagę na zawierzę, odchodząc od Taehyunga.
Gdy młodszy był zajęty głaskaniem wilkora, starszy poszedł po łódź, którą wczoraj naprawiał z Yoongim. Przeszedł parę kroków w wysokich chaszczach i natknął się na swoją łódź, przy okazji wywracając się. Fukając pod nosem, wziął linę przywiązaną do dziobu łodzi i zaczął ją wyciągać.
Jungkook usłyszał dziwny hałas dochodzący od miejsca, gdzie zniknął Taehyung. Po chwili jego oczom ukazała się sylwetka chłopaka, a za nim ciągnęła się łódka. Młodszy otworzył oczy w zdumieniu i podszedł do starszego.
- Twoja?... - spytał książę, chwytając linę i pomagając ją ciągnąć starszemu.
- Tak... Yoongi hyung... Pomógł mi ją naprawić... wczoraj... - wysapał Taehyung, chwytając powietrze co pociągnięcie.
Gdy zbliżyli się do wody, przewrócili łódkę tak, by mogli do niej wejść.
- Śnieżek! - zawołał Taehyung do swojego wilkora, lecz ten nie drgnął z miejsca. - No chodź do mnie!
Zwierzę jednak prychnęło tylko, kręcąc łebkiem i odeszło parę kroków, odwracając się od swojego pana.
- Nie to nie! - fuknął Taehyung i wszedł do lekko skrzypiącej łodzi.
Podał rękę Jungkookowi, który lekko przestraszony wszedł do skorupy, kurczowo trzymając się dłoni swojego hyunga. Taehyung obdarzył go swoim szerokim, kwadratowym uśmiechem i wziął wiosło z dna, którym po chwili odepchnął łódź od brzegu. Łupina zaskrzypiała niebezpiecznie, kiwając się na boki, gdy fale uderzały w jej boki. Jungkook spiął się i zacisnął dłonie na swoich kolanach.
- Boisz się? - spytał Taehyung w nadziei, że uda mu się trochę rozluźnić napięcie w młodszym.
Książę pokiwał tylko głową, zagryzając swoją wargę i obserwując uważnie fale na wodzie.
- Kookie... Spójrz na mnie. - młodszy zawahał się, ale po chwili uniósł wzrok na chłopaka naprzeciw niego. - Jestem tu z tobą, nie stresuj się. Nic ci się nie stanie. - Taehyung obdarzył go szerokim uśmiechem i zaczęli płynąc w kierunku wysepki.

Przez cały rejs Jungkook wpatrywał się w oczy starszego, jakby w obawie, że jeżeli odwróci od nich wzrok, woda wokół niego pochłonie go. Taehyung natomiast obdarzał go uśmiechem co chwilę, sprawiając, że w brzuchu młodszego pojawiały się rozwścieczone motylki. Ich łódka dobiła do brzegu, a Jungkook wypuścił ze świstem powietrze, odczuwając ulgę, lecz nie był do końca pewny, czy dotyczyła ona wody, czy też Taehyunga.