Yoongi
siedział w lokalu Hoseoka, jedząc przyrządzony przez niego
posiłek. Przy okazji czytał również raporty od swoich szpiegów
przebywających w pałacu królewskim.
- Hyung...
- usłyszał obok siebie głos Taehyunga, który niepewnie
przystępował z nogi na nogę.
Suga
podniósł wzrok na młodszego chłopaka, biorąc do ust kolejny
kawałek bekonu. Uniósł brwi w pytającym geście i zaczekał, aż
chłopak wreszcie wykrztusił z siebie słowa, na które zbierał się
od wizyty Jungkooka.
- P-pomożesz
mi z odbudową łódki? - spytał Taehyung, unikając spojrzenia się
w oczy starszego mężczyzny.
- Hoseok
nie może ci pomóc? - odparł Yoongi, przenosząc swoją uwagę
ponownie na raporty.
- Wiesz
dobrze, jaki on jest, jeśli chodzi o takie rzeczy... - burknął
Taehyung i przysiadł się do stolika starszego. - Nie chcę, żeby
zatonęła, a chciałbym zabrać Kooka na tą wysepkę na środku
jeziorka, jeśli jeszcze raz przyjdzie.
- Tego,
co go widziałem, gdy do was przyszedłem wczoraj? - spytał Suga i
pomimo że miał wzrok skupiony na raportach, uważnie słuchał
słów Taehyunga.
- Tak,
o niego chodzi. - przytaknął młodszy chłopak i spojrzał się z
nadzieją na Yoongiego. - To jak?
Suga
siedział w ciszy, myśląc. Jeżeli pomógłby teraz w odbudowie
łódki, mógłby dopilnować, by zatonęła, a wtedy jego robota
stałaby się dużo prostsza.
- Tae,
umiesz pływać? - spytał Yoongi z delikatnym uśmieszkiem.
- Umiem,
czemu pytasz? - spytał Taehyung, marszcząc brwi.
- Bo
gdybyś się utopił, byłaby to moja wina, bo naprawiłem ci łódkę.
- odparł Suga i podniósł się. - Chodźmy.
Taehyung
natychmiast się podniósł, obdarzając starszego swoim kwadratowym
uśmiechem.
*
Jungkook
wstał wczesnym rankiem, wyprzedzając nawet Jimina. Wykonał poranną
toaletę i spakował kilka swoich rzeczy. Postanowił również
pozostawić list do swojej matki, w którym informował ją, że udał
się na wycieczkę po prowincjach. W końcu miał zamiar przekonać
swojego przyjaciela, by zostali się dłużej, niż na jedną noc.
Gdy był już niemalże gotowy do wyjścia, poszedł do pokoju
Jimina, by go obudzić.
- Hyung! - zawołał, skacząc na jego łóżko.
Starszy
chłopak jęknął cicho i nałożył poduszkę na swoją głowę.
Jungkook zaśmiał się i zaczął łaskotać swojego przyjaciela, na
co ten zaczął się rzucać po całym łóżku, próbując uciec od
rąk.
- Już, Jungkookie, przestań! - zawołał, śmiejąc się i odpychając od młodszego chłopaka, aż spadł na podłogę.
Książę
wpatrywał się w swojego przyjaciela, powstrzymując śmiech, gdy
ten z jękiem rozmasowywał tył głowy. Starszy chłopak podniósł
się, wyklinając w myślach na cały świat.
- Która godzina? - spytał, rozmasowując tym razem swoje żebra, które ucierpiały, gdy jego panicz go torturował.
- Jest szósta, sir. Jestem gotów do wymarszu! - zasalutował Jungkook, schodząc z łóżka i stając na baczność.
- Która?! - jęknął Jimin, chowając twarz w dłoniach. - Normalnie nie wstaję przed siódmą, a ty chcesz, żebym już cię do nich zaprowadził?! Oni też są ludźmi i śpią o tej porze!
Entuzjazm
Jungkooka osłabł nieco i opuścił głowę. Jimin przewrócił
oczami i skierował się do małej łazienki, którą miał na
wyłączność tak, jak Jungkook. Młodszy chłopak podążył za nim
i był przy nim przez cały czas, gdy mył twarz i szczotkował zęby.
Jimin spojrzał na niego lekko poirytowany i odwrócił się w końcu
do niego.
- Będziesz też patrzeć, jak będę się odlewać? - fuknął i podszedł do niego, by wypchnąć go za drzwi. - Zaczekaj na zewnątrz!
Jungkook
pozwolił się wyprowadzić z łazienki i usiadł na łóżku,
czekając na starszego chłopaka niczym wierny pies. Gdy ten po kilku
minutach wyszedł, podążał za nim wzrokiem, jakby był dla niego
smacznym kąskiem. Młodszy chłopak po prostu nie mógł się
doczekać, aż jego przyjaciel powie, że mogą iść. Jimin przebrał
się w ubrania dzienne i schował do swojego plecaka parę
przedmiotów. Wyciągnął z szafy jeden ze swoich płaszczy z
kapturem i podał go Jungkookowi.
- Tak się śpieszyłeś, że kompletnie zapomniałeś o czymś na wierzch. - stwierdził z lekkim uśmiechem i zaczekał, aż młodszy założy ubranie.
Następnie
wyszli z pokoju Jimina, przeszli przez pokój Jungkooka, by dostać
się na korytarz, którym przeszli do podziemi.
*
Hoseok
po raz pierwszy wstał przed Taehyungiem. Nic dziwnego, w końcu
młodszy do późnej nocy wraz z Yoongim naprawiali łódź. Teraz
Taehyung spał wtulony w swoją poduszkę, a jego brat przykrył go
tylko kołdrą, po czym wstał z łóżka. Hoseok nie otrząsnął
się jeszcze dobrze ze snu, gdy usłyszał walenie w drzwi na dole.
Zmarszczył brwi i spojrzał na zegarek. Była dopiero siódma
trzydzieści. Zaczął się zastanawiać, kto chciałby wejść do
jego lokalu o tak wczesnej porze. Wykluczone, by był to Yoongi, on
zawsze pojawiał się po południu. Zszedł po schodach i gdy tylko
wszedł do części publicznej jego posiadłości, zobaczył za oknem
Jimina. Westchnął poirytowany i otworzył drzwi.
-
Wcześniej się nie dało? - spytał z kwaśnym uśmieszkiem.
Jimin
wywrócił oczami i wszedł do lokalu, ciągnąc za sobą Jungkooka.
- To
jego wina. - prychnął, wskazując na swojego panicza i wzruszając
ramionami. - Obudził mnie o szóstej!
- Po
co? - Hoseok zwrócił się tym razem do Jungkooka.
Jungkook
spojrzał na swoje buty, słysząc pretensjonalny ton głosu
starszego hyunga. Szczerze powiedziawszy mógł przecież zaczekać,
aż będzie południe i wszyscy zaczną normalnie funkcjonować.
- Chciałem
zobaczyć się z Taehyungiem. - powiedział najmłodszy, skubiąc
rąbek swojego płaszcza.
Hoseok
wywrócił oczy i z cichym westchnieniem poprowadził swoich gości
do mieszkania na piętrze. Gdy znaleźli się już na górze,
najstarszy podszedł do łóżka, wziął poduszkę i zaczął nią
bić osobnika zawiniętego w kołdrę.
- Taehyung,
wstawaj! - wrzasnął tak przenikliwie, że Jungkook był pełen
podziwu, iż chłopak wydał z siebie cichy pomruk i zakrył się
ciaśniej, śpiąc dalej. - Kookie przyszedł!
Młodszy
z rodzeństwa natychmiast uniósł się do siadu i gdy tylko udało
mu się skupić wzrok na postaci księcia, uśmiechnął się
szeroko. Wstał z łóżka i podszedł do najmłodszego, by go
uścisnąć na powitanie. Jungkook zaśmiał się cicho i objął go
po przyjacielsku.
- Cześć,
hyung. - przywitał się cicho.
- Cześć,
Kookie. - mruknął Taehyung jeszcze sennym głosem i poczochrał
jego włosy.
Odsunęli
się od siebie i patrzyli przez chwilę sobie w oczy, póki Hoseok
nie przywrócił ich do rzeczywistości.
- Może
śniadanie zjemy? - spytał, lustrując Jungkooka wzrokiem.
Młodszy
z rodzeństwa wzdrygnął się delikatnie, słysząc głos swojego
brata. Spojrzał na niego i złapał go za nadgarstek, po czym
pociągnął go za sobą do kuchni. Jungkook i Jimin spojrzeli po
sobie, po czym ruszyli za rodzeństwem.
- Tae,
co się dzieje? - spytał zaskoczony Hoseok, próbując uwolnić
swoją rękę.
- Hyung,
pomóż mi zrobić śniadanie. - szepnął Taehyung, zatrzymując
się u podnóża schodów, gdy dwójka przyjaciół jeszcze nie
mogła ich usłyszeć.
Hoseok
zmarszczył brwi i obdarzył swojego młodszego brata pytającym
spojrzeniem. Wzruszył jednak ramionami, wzdychając cicho i wyminął
młodszego, kierując się do małej lodówki.
- Pod
warunkiem, że będziesz robić dokładnie to, co ci każę. -
powiedział w końcu, wyjmując jajka i parę innych produktów.
Taehyung
wyszczerzył się i w tym samym momencie obok niego pojawili się
Jimin i Jungkook. Starszy wędrował wzrokiem pomiędzy rodzeństwem
z niepewną miną, podczas gdy młodszy wpatrywał się w kwadratowy
uśmiech niewiele starszego chłopaka. Zarumienił się lekko, gdy
zauważył, że gapi się trochę za długo i spuścił wzrok na
swoje buty. Taehyung podszedł do swojego starszego brata i zaczął
wykonywać polecenia.
- Idźcie
usiąść przy stoliku, niedługo podamy śniadanie. - odezwał się
Hoseok, nie odwracając wzroku od dłoni Taehyunga, pilnując go, by
kuchnia znów nie stanęła w płomieniach.
Jimin
kiwnął tylko głową i pociągnął Jungkooka za sobą do stołówki.
Nie umknęło jego uwadze, że młodszy chłopak rumienił się.
Usiedli przy najbliższym stoliku.
- Kookie,
dobrze się czujesz? - spytał Jimin troskliwym głosem i przyłożył
dłoń do jego czoła.
- T-tak
myślę... - mruknął Jungkook, odsuwając dłoń swojego
przyjaciela.
Jimin
milczał przez chwilę, wpatrując się w młodszego chłopaka.
Książę uspokajał się powoli, a rumieniec schodził z jego
twarzy, gdy jego przyjaciel odezwał się, powodując tym samym
palpitacje serca u niego.
- Podoba
ci się Taehyung? - starszy chłopak spytał, uśmiechając się
kącikiem ust.
- Nie!
- odparł natychmiast Jungkook, przybierając koloru dojrzałej
wiśni. - On... Jest facetem!
Jimin
zaśmiał się cicho i pokiwał głową, odwracając wzrok od
młodszego. Sądził co innego i był pewien, że Jungkook darzy
większym uczuciem Taehyunga niż Danee. Młodszy chłopak lustrował
przez chwilę swojego przyjaciela, po czym prychnął. Nie mógł
podobać mu się Taehyung, wolał przecież dziewczyny... Prawda?
Jednak Jungkook czuł gdzieś na dnie swojego serca, że Danee nie
miała szans w porównaniu z Taehyungiem, nawet jeśli wypierałby
się swojej orientacji nie wiadomo jak zaciekle.
Po
upływie paru minut z kuchni wyłonił się Taehyung, niosąc talerz
pełen omletów. Szczerzył się w swoim kwadratowym uśmiechu,
stawiając ich śniadanie na środku stolika. Usiadł blisko
Jungkooka, a Hoseok wyszedł z kuchni, wypuszczając ze świstem
powietrze i rozdał talerzyki wraz ze sztućcami.
- Mam
nadzieję, że nie są okropne. - mruknął cicho do swoich gości i
przysiadł się.
- Hyung...
- burknął Taehyung, lustrując swojego brata urażonym
spojrzeniem.
Hoseok
parsknął śmiechem i potargał włosy swojego brata, biorąc
pierwszego omleta. Wszyscy poszli w jego ślady, lecz jako pierwszy
Jungkook wziął kawałek do ust. Powoli przeżuwał, czekając aż
wydobędzie się smak placka, lecz nic takiego nie nastąpiło.
- To
jest bez smaku. - powiedział Jimin, który wziął swój kawałek
tuż po Jungkooku.
Taehyung
spojrzał w nadziei na najmłodszego. Jungkook widząc jego
spojrzenie, nie mógł po prostu przyznać racji swojemu
przyjacielowi. Przeżuł kawałek i przełknął go, biorąc dzielnie
kolejny.
- To
jest dobre, Jimin. - fuknął na swojego sługę i pokazał
Taehyungowi uniesiony kciuk. - Pyszne.
Młodszy
z rodzeństwa lustrował go przez chwilę, oczekując odruchów
wymiotnych czy czegoś w tym rodzaju, jednak nic takiego nie
nastąpiło. Nawet wydawało mu się, że młodszy chłopak przeżuwa
z coraz większym entuzjazmem. Uśmiechnął się szeroko i zaczął
jeść swojego omleta. Gdy wziął pierwszy kawałek, ściągnął
usta i przymknął oczy.
- Kookie
jesteś naprawdę miły. - powiedział z pełnymi ustami i poczuł
łzy pchające się na zewnątrz. - Ten placek jest ohydny.
- Może
wyjątkowo twój. - odparł Jungkook, nie zmieniając wyrazu twarzy.
- Mój jest naprawdę pyszny.
Taehyung
obserwował z podziwem najmłodszego tak jak i jego hyungowie, póki
ten nie skończył. Jungkook ponownie uniósł kciuk i z kamienną
twarzą powtórzył, że omlet był znakomity.
- To
może kolejnego? - spytał Hoseok z drwiącym uśmieszkiem.
- Nie...
Najadłem się jednym... - powiedział słabo najmłodszy,
spoglądając z przerażeniem na najstarszego.
- Jednym?
- powtórzył Hoseok, uśmiechając się szeroko. - Nie krępuj się,
bierz kolejnego, na pewno jesteś... Au! - przerwał mu Taehyung,
kopiąc go w piszczel.
- Cieszę
się, że ci smakowało. - powiedział młodszy z rodzeństwa i
uśmiechnął się przepraszająco do Jungkooka.
Książę
pochylił się delikatnie i pozbierał talerze, bo nikt już nie miał
zamiaru kontynuować jedzenia. Taehyung pozbierał sztućce i razem z
najmłodszym poszli do kuchni, by pozmywać.
- Nie
wierzę, że to zrobił. - westchnął Hoseok, kiwając głową z
uznaniem.
- A
mnie jakoś specjalnie to nie dziwi. - odparł Jimin, uśmiechając
się lekko, gdy starszy posłał mu pytające spojrzenie, lecz w
odpowiedzi pokiwał tylko głową.
Hoseok
westchnął ponownie, tym razem ciężej, przecierając oczy dłonią.
- Oh,
Jiminnie, przypomniało mi się... - odezwał się nagle, unosząc
głowę. - Samochód mi siadł parę dni temu, mógłbyś mi pomóc?
- Jasne.
- odparł młodszy chłopak i wstał z krzesła.
Hoseok
podążył jego ruchem i wskazując gestem, by Jimin szedł za nim,
wyszli razem z lokalu i skierowali się na tyły budynku, gdzie
znajdował się garaż.
Taehyung
i Jungkook zmywali razem, pomimo tego, że zmywania nie było aż tak
dużo. W ciszy szorowali naczynia, młodszy niemal ich nie tłucząc,
w końcu zmywał po raz pierwszy i jedynie naśladował sprawne ruchy
starszego chłopaka. Taehyung obserwował kątem oka ruchy Jungkooka,
próbując ukryć uśmiech. W końcu nie na co dzień spotyka się
człowieka, który jest bardziej ślamazarny od niego, jeżeli chodzi
o sprawy kuchenne. Gdy skończyli zmywać, a młodszy chłopak
odkładał ostatni talerz na suszarkę, Taehyungowi przypomniał się
wczorajszy pomysł.
- Kookie...
- zaczął powoli, przestępując nerwowo z nogi na nogę. -
Chciałbyś się przejść może?
- Nie
wiem, czy mogę... - odparł Jungkook, przygryzając wargę.
- Dlaczego?
- spytał Taehyung, tracąc swój entuzjazm, co nie umknęło uwadze
księcia.
- Wiesz,
jestem przecież... - zawahał się, uświadamiając sobie, że
przecież starszy chłopak w dalszym ciągu nie wie, kim on jest.
Wymyślił coś na poczekaniu, odwracając spojrzenie. - jestem...
zależny od Jimina.
To
zabrzmiało tak kiepsko, że Jungkook sam siebie spisał na straty.
Nigdy nie był zbyt dobry w wymyślaniu kłamstw na poczekaniu.
Taehyung przekrzywił głowę i zmarszczył brwi.
- Nie
przesadzaj, nie jest twoim panem. To, że jesteś od niego młodszy,
nie oznacza, że musisz się non stop jego słuchać. - powiedział
starszy chłopak i wziął Jungkooka za nadgarstek.
Na
tym zakończyła się ich dyskusja, a Taehyung wyprowadził młodszego
z budynku, zawoławszy uprzednio swojego wilkora. Starszy chłopak
pomyślał, że mały spacer przyda się jego pupilkowi. Jungkook
nawet nie próbował stawiać oporu. Sam chciał się wyrwać i pójść
za starszym, gdzie tylko ten będzie chciał. Skręcili w szeroką
ulicę, mijając kilku ludzi stojących przy swoich straganach i
marnych, dziurawych namiotach, służących im za schronienie.
Kilkoro dzieci przebiegło obok nich, a niektóre nawet zatrzymały
się, by przywitać się z Taehyungiem. Jungkook był pod wrażeniem
otaczającego go świata. Mimo iż reprezentował biedę i skutki
panowania jego rodziny, za którą też po części ponosił
odpowiedzialność, widok był dla niego nowością. Wodził wzrokiem
po uśmiechniętych kobietach z dziećmi, po starcach siedzących za
stolikiem pełnym, jak dla Jungkooka, śmieci. Nikt nie zwracał
uwagi na niego, spojrzenia wszystkich kierowały się jedynie na
Taehyunga.
W
końcu skręcili w wąską uliczkę. Starszy chłopak zatrzymał się
gwałtownie, wpadając na coś, a Jungkook poszedł w jego ślady. Po
krótkiej chwili spostrzegł, że przeszkodą na ich drodze był
człowiek.
- Tae,
uważaj, jak chodzisz. - powiedział spokojnie obcy i postawił
starszego chłopaka prosto.
- Przepraszam,
hyung. - powiedział cicho Taehyung i ukłonił się lekko.
Jungkook
badał wzrokiem obcą osobę i doszedł do wniosku, że jest to ten
sam mężczyzna, przez którego przy pierwszej wizycie u braci
musieli wyjść bez dobrego pożegnania. Oczy Yoongiego skupiły się
na postaci młodego księcia, na co chłopaka przebiegły ciarki.
Było w nim coś niebezpiecznego.
- Gdzie
idziecie? - spytał najstarszy, zwracając teraz swoją uwagę na
Taehyunga, uśmiechając się lekko.
Pytany
przyłożył palec do ust i obdarzył Yoongiego ostrzegawczym
spojrzeniem. Suga przez chwilę wpatrywał się w brata swojego
przyjaciela, po czym rozciągnął usta w jeszcze szerszym uśmiechu.
- Oh,
rozumiem. - powiedział, śmiejąc się. - Miłego dnia.
Wyminął
ich i ruszył swoją drogą, pozostawiając za sobą zmieszanego
Jungkooka i Taehyunga, szczerzącego się od ucha do ucha.
Starszy
z dwójki chwycił młodszego i pociągnął go dalej, póki nie
wyszli z miasta. Przeszli mostem nad wąską i brudną rzeką oraz
przeszli przez niewielki las, by dotrzeć do małego jeziorka z
czystą wodą. Na środku zbiornika stała mała wysepka, na której
rosło kilka drzew z różnobarwnymi liściami. Na niektórych
gałęziach pobłyskiwały pióra ptaków, które siedziały cicho,
odpoczywając po całym dniu.
Jungkook
był zauroczony całym widokiem. Badał otaczający go krajobraz,
zachwycając się grą kolorów wśród koron drzew.
- Podoba
ci się? - odezwał się Taehyung, uśmiechając się do młodszego.
- Bardzo.
- odparł książę, nie odrywając wzroku od
pomarańczowo-niebieskiego ptaszka, który uważnie mu się
przyglądał.
- Chcesz
się tam dostać?
- A
możemy? - Jungkook oderwał wzrok od zwierzątka, by obdarzyć
Taehyunga zainteresowanym spojrzeniem, w którym kryła się
dziecięca nadzieja.
Starszy
zagryzł wargę, powstrzymując się od uduszenia młodszego w
uścisku. Jungkook był tak uroczy, że Taehyung miał ochotę
zatrzymać go dla siebie i nikomu nie oddawać, by mógł już zawsze
go podziwiać i ewentualnie pieścić. Jego wilkor, jakby czytając w
jego myślach, poczuł się zazdrosny i postanowił przerwać im ten
prywatny moment swoim donośnym szczekaniem.
- Już,
już, co się awanturujesz? - Jungkook zwrócił całą swoją uwagę
na zawierzę, odchodząc od Taehyunga.
Gdy
młodszy był zajęty głaskaniem wilkora, starszy poszedł po łódź,
którą wczoraj naprawiał z Yoongim. Przeszedł parę kroków w
wysokich chaszczach i natknął się na swoją łódź, przy okazji
wywracając się. Fukając pod nosem, wziął linę przywiązaną do
dziobu łodzi i zaczął ją wyciągać.
Jungkook
usłyszał dziwny hałas dochodzący od miejsca, gdzie zniknął
Taehyung. Po chwili jego oczom ukazała się sylwetka chłopaka, a za
nim ciągnęła się łódka. Młodszy otworzył oczy w zdumieniu i
podszedł do starszego.
- Twoja?...
- spytał książę, chwytając linę i pomagając ją ciągnąć
starszemu.
- Tak...
Yoongi hyung... Pomógł mi ją naprawić... wczoraj... - wysapał
Taehyung, chwytając powietrze co pociągnięcie.
Gdy
zbliżyli się do wody, przewrócili łódkę tak, by mogli do niej
wejść.
- Śnieżek!
- zawołał Taehyung do swojego wilkora, lecz ten nie drgnął z
miejsca. - No chodź do mnie!
Zwierzę
jednak prychnęło tylko, kręcąc łebkiem i odeszło parę kroków,
odwracając się od swojego pana.
- Nie
to nie! - fuknął Taehyung i wszedł do lekko skrzypiącej łodzi.
Podał
rękę Jungkookowi, który lekko przestraszony wszedł do skorupy,
kurczowo trzymając się dłoni swojego hyunga. Taehyung obdarzył go
swoim szerokim, kwadratowym uśmiechem i wziął wiosło z dna,
którym po chwili odepchnął łódź od brzegu. Łupina zaskrzypiała
niebezpiecznie, kiwając się na boki, gdy fale uderzały w jej boki.
Jungkook spiął się i zacisnął dłonie na swoich kolanach.
- Boisz
się? - spytał Taehyung w nadziei, że uda mu się trochę
rozluźnić napięcie w młodszym.
Książę
pokiwał tylko głową, zagryzając swoją wargę i obserwując
uważnie fale na wodzie.
- Kookie...
Spójrz na mnie. - młodszy zawahał się, ale po chwili uniósł
wzrok na chłopaka naprzeciw niego. - Jestem tu z tobą, nie stresuj
się. Nic ci się nie stanie. - Taehyung obdarzył go szerokim
uśmiechem i zaczęli płynąc w kierunku wysepki.
Przez
cały rejs Jungkook wpatrywał się w oczy starszego, jakby w obawie,
że jeżeli odwróci od nich wzrok, woda wokół niego pochłonie go.
Taehyung natomiast obdarzał go uśmiechem co chwilę, sprawiając,
że w brzuchu młodszego pojawiały się rozwścieczone motylki. Ich
łódka dobiła do brzegu, a Jungkook wypuścił ze świstem
powietrze, odczuwając ulgę, lecz nie był do końca pewny, czy
dotyczyła ona wody, czy też Taehyunga.