Tak więc jest to prolog mojego opowiadania. Szczegóły odnośnie gatunku i pairingów znajdziecie w zakładce "Dłuższe"! Miłego czytania.
Być
urodzonym szlachetnie jest naprawdę dobrze – tak właśnie myślał
Jeon Jungkook. I dużo się nie mylił. W świecie podzielonym na
plebs i rojalistów lepiej być pochodzenia szlachetnego, niż ciężko
pracować wśród kryminalistów, choć nie tylko z nich składała
się niższa warstwa społeczna. Różnica pomiędzy tymi stanami
była tak ogromna, że dla osoby trzeciej wydawałoby się, że to
jakiś bug we wszechświecie i powstały dwa światy w jednym.
Jungkook
przechadzał się właśnie po sali bankietowej, przyjmując
pozdrowienia od elegancko ubranych ludzi, których tak naprawdę nie
znał. Towarzyszył mu przy tym jego najlepszy i jedyny przyjaciel, a
zarazem jego sługa i niańka – Park Jimin, starszy od niego o dwa
lata. Rozglądał się przy tym za ładnymi dziewczynami, które
ewentualnie mógł poderwać na swój status. Należał w końcu do
najbogatszej rodziny w kraju i był księciem, nie to co inni chłopcy
na tej sztywnej imprezie, którzy byli po prostu zwykłymi
szlachcicami.
Szczerze
przyznawszy, miał już pewną dziewczynę na oku – rok młodszą
od niego Kim Danee. Wiedział, że się w niej zakochał. Zamienił z
nią parę razy kilka słów i wydawało mu się, że dziewczyna
odwzajemnia jego uczucia.
–
Hyung, przynieś mi coś do
picia. – odezwał się Jungkook, siadając przy stole na wygodnym
krześle.
– Tak
jest. – Jimin zasalutował i znikł w tłumie.
Siedział
sam, obserwując starszych ludzi tańczących ze sobą w rytm jakiejś
beznadziejnej, klasycznej muzyki. Prychnął cicho i nałożył sobie
na talerz kawałek sernika. Podobno to jedno ciasto było zamówione
z zewnątrz, ze słynnego lokalu plebsu. Był ciekawy smaku wypieku,
bo jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by do sali bankietowej trafił
jakiś przysmak nie pochodzący z królewskiej kuchni. Gdy wziął
kawałek, otworzył szeroko oczy w zdumieniu. Pierwszy raz jadł coś
aż tak dobrego.
–
Cześć. –usłyszał za
sobą miły głos i niemal natychmiast się odwrócił.
To
była ona. Dziewczyna, w której się kochał. Jego twarz oblał
ciemny rumieniec i wstał, by ustąpić miejsca, pomimo tego, że
praktycznie wszystkie krzesła przy stole były wolne, z wyjątkiem
dalekiego końca, gdzie siedział jego ojciec, rozmawiając z matką.
–
Cześć... – odpowiedział
cicho, kłaniając się lekko.
Dziewczyna
zaśmiała się subtelnie i podeszła bliżej.
– Co
u ciebie? – spytała, by po chwili pokazać swój olśniewający
uśmiech.
– U
mnie?... Em... – zapatrzył się na jej lśniące oczy i zapomniał
przez chwilę, jak się nazywa. – N–nic w sumie... – zawahał
się przez chwilę i spojrzał na czubki swoich butów, które stały
się niezwykle interesujące. – Zechciałabyś może... z–zatańczyć
ze mną?
Danee
ponownie się zaśmiała i przytaknęła głową, podając mu swoją
rękę. Jungkook ujął jej dłoń i zaczął z nią tańczyć,
ignorując fakt, że tuż przed chwilą uważał tą muzykę za
beznadziejną. Bujali się razem w jednostajnym ruchu, mając palce
razem splecione. Przylegli do siebie, a Jungkook przymknął oczy,
czując bliskość dziewczyny, o której marzył. Po chwili spojrzał
na nią i napotkał jej lśniące, ciemne oczy. Zbliżył
nieświadomie swoją twarz bliżej jej tak, że zetknęli się
czołami. Danee przymknęła oczy, a Jungkook pochylił się jeszcze
niżej, by złożyć pocałunek na jej ślicznych, różowych ustach,
gdy nagle obok nich pojawił się jego przyjaciel.
–
Przyniosłem picie, pa...
O, przepraszam! – Jimin zakrył swoje usta i spojrzał ze strachem
na swojego panicza. – Nie chciałem wam przerwać...
Jungkook
natychmiast odskoczył od dziewczyny, czerwieniejąc się.
–
Jimin! – warknął, ale
natychmiast umilkł, gdy za jego służącym pojawiła się jego
matka.
–
Kochanie, chodź,
chciałabym z tobą porozmawiać. – poprosiła swojego syna
niezwykle szlachetnym gestem, jak na królową wypadało i odwróciła
się, wiedząc, że jej syn za nią podąży.
Jungkook
przełknął ślinę i ruszył za swoją rodzicielką. Gdy zrównał
się z nią krokiem i odeszli kawałek, do cichszego miejsca, wzięła
głęboki wdech i zwróciła się ku niemu.
–
Kochanie, masz już
osiemnaście lat. – powiedziała powoli, jakby dobierała każde
słowo, by dobrze się komponowało z pozostałymi. – Pora byś
znalazł sobie małżonkę.
Jungkook
chciał już zabrać głos i otworzył usta, lecz jego matka uciszyła
go krótkim ruchem ręki, spoglądając na niego ostro. Nie wolno
było przerywać rodzicom, gdy ci jeszcze nie skończyli mówić.
– Ja
i twój ojciec przygotowaliśmy już dla ciebie pannę młodą, Lee
Chaerin. Mam nadzieję, że spodoba ci się, jej rodzice są
niezmiernie bogaci. – powiedziała, a w jej oczach pojawił się
ten chciwy błysk, który nie był mu obcy.
Odczekał
chwilę, by się upewnić, czy może już się odezwać i
odchrząknął, by tym samym uprzedzić swoją matkę, że zamierza
coś powiedzieć.
–
Mamo... Ale ja już kocham
inną... – przyznał cicho, spoglądając nieśmiało na swoją
matkę, która obrzuciła go lodowatym spojrzeniem.
– Nie
obchodzi mnie to. Będziesz robił to, co ci każę, bez dyskusji. –
odparła sztywno, prostując dumnie swoje plecy i odwróciła się. –
Ślub za dwa miesiące.
– Ale
mamo! – krzyknął za nią, próbując ją zatrzymać.
–
Powiedziałam: bez
dyskusji! – ucięła i ruszyła przed siebie.
Jungkook
zatrzymał się zrezygnowany i wściekły. Jak jego matka mogła mu
to zrobić? Jak niby miał się pogodzić z tym, że będzie musiał
ożenić się z jakąś babą, której w ogóle nie zna? Jego rodzice
widzieli chociaż czubek głowy swojego syna zza stosu pieniędzy?
Odwrócił
się i ruszył w swoją stronę, szukając wzrokiem swojego
przyjaciela. Zastał go przy ścianie, blisko wyjścia, całkowicie
zestresowanego, dziubiącego róg swojego garnituru. Gdy Jimin go
zauważył, natychmiast ruszył za swoim panem. Wyszli na szeroki
korytarz i ruszyli w stronę pokoi królewskich, gdzie znajdowała
się i sypialnia Jungkooka.
–
Mogę wiedzieć, co się
stało? – odezwał się nieśmiało Jimin, gdy jego panicz cały
czas milczał.
– Co
się stało? Co się stało?! – zatrzymał się nagle i odwrócił
się gwałtownie w stronę Jimina. – Żenię się, do jasnej
cholery! Za dwa miesiące! Z jakąś babą, której nie znam! A moja
matka ma mnie w dupie! Widzi tylko pieniądze!
Jimin
mógł się cieszyć tym, że Jungkook traktował go jak przyjaciela
a nie jak sługę, których pełno było w tym pałacu, jednak musiał
znosić jego wybuchy i stawać się kimś, na kim jego przyjaciel
mógłby się wyładować.
– Nie
sądzę, by było aż tak źle... – zaczął nieśmiało, a młodszy
podszedł do ściany, o którą się oparł, by po chwili zjechać do
siadu.
–
Masz rację, nie jest aż
tak źle, jest okropnie. – warknął i wplótł palce w swoje
włosy.
–
Myśl trochę bardziej
pozytywnie, może jest ładna?
– Co
z tego?! Kocham Danee. – wrzasnął, chowając twarz w dłoniach.
Słychać
było cichy szloch. Jimin nie dziwił się Jungkookowi. Miał trochę
przesrane, żyjąc w tak sztywnej rodzinie, ale uważał, że lepsze
jest takie życie, niż mieszkanie za murami pałacowymi. Był
wdzięczny rodzinie królewskiej, że przygarnęli go jako niańkę
dla jego przyjaciela, gdy miał siedem lat. Od zawsze mu współczuł.
Pomimo tego, że miał rodziców, oni nie zwracali na niego uwagi,
albo zwracali się do niego sztywno i formalnie, nie okazując ani
trochę uczucia i tylko wtedy, gdy coś potrzebowali, tak jak teraz.
Nic więc dziwnego, że panicz był niezwykle kapryśny, jednak
robienie histerii tylko o to, że nie mógł być z dziewczyną,
którą znał zaledwie od czterech spotkań wydawało się Jiminowi
trochę dziecinnym zachowaniem. Nie wierzył w miłość od
pierwszego wejrzenia, wydawało mu się to głupie i łatwowierne.
–
Już, nie płacz. Jesteś
księciem, nie księżniczką, nie? – Jimin przycupnął przy nim i
objął go po przyjacielsku ramieniem. Jungkook oparł o niego głowę
i westchnął cicho, wycierając łzy.
–
Chcę uciec. – powiedział
poważnym tonem, naciągając rękawy na dłonie.
– Już
tam, na pewno nie będzie tak źle. – odparł Jimin krzepiącym
tonem, potrząsając nim lekko.
–
Mówię poważnie.
Zaprowadź mnie poza ten głupi ogród różany mojej matki. – to
już nie było prośbą. Jungkook mu rozkazał, patrząc się głęboko
w oczy swojego sługi.
Jimin
się zawahał i zmarszczył brwi, powoli wstając na równe nogi. Po
chwili wyciągnął dłoń do swojego panicza.
–
Jesteś tego pewny? –
spytał, obserwując go uważnie.
–
Tak. – prychnął cicho,
przyjmując dłoń.
Wprawdzie
rozpieszczony książę, jakim był Jeon Jungkook nie mógł
wiedzieć, co mogło go czekać poza bezpiecznym schronieniem, jakim
był pałac, lecz Park Jimin wiedział, aż za dobrze, nie raz
wysyłany po rzeczy dostępne tylko na czarnym rynku, że to miejsce
nie jest przyjazne dla ludzi szlachetnie urodzonych. Mimo tego
postanowił zabrać swojego pana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz