czwartek, 5 lutego 2015

The Royal Burden: Prolog

Tak więc jest to prolog mojego opowiadania. Szczegóły odnośnie gatunku i pairingów znajdziecie w zakładce "Dłuższe"! Miłego czytania.




Być urodzonym szlachetnie jest naprawdę dobrze – tak właśnie myślał Jeon Jungkook. I dużo się nie mylił. W świecie podzielonym na plebs i rojalistów lepiej być pochodzenia szlachetnego, niż ciężko pracować wśród kryminalistów, choć nie tylko z nich składała się niższa warstwa społeczna. Różnica pomiędzy tymi stanami była tak ogromna, że dla osoby trzeciej wydawałoby się, że to jakiś bug we wszechświecie i powstały dwa światy w jednym.
Jungkook przechadzał się właśnie po sali bankietowej, przyjmując pozdrowienia od elegancko ubranych ludzi, których tak naprawdę nie znał. Towarzyszył mu przy tym jego najlepszy i jedyny przyjaciel, a zarazem jego sługa i niańka – Park Jimin, starszy od niego o dwa lata. Rozglądał się przy tym za ładnymi dziewczynami, które ewentualnie mógł poderwać na swój status. Należał w końcu do najbogatszej rodziny w kraju i był księciem, nie to co inni chłopcy na tej sztywnej imprezie, którzy byli po prostu zwykłymi szlachcicami.
Szczerze przyznawszy, miał już pewną dziewczynę na oku – rok młodszą od niego Kim Danee. Wiedział, że się w niej zakochał. Zamienił z nią parę razy kilka słów i wydawało mu się, że dziewczyna odwzajemnia jego uczucia.
Hyung, przynieś mi coś do picia. – odezwał się Jungkook, siadając przy stole na wygodnym krześle.
Tak jest. – Jimin zasalutował i znikł w tłumie.
Siedział sam, obserwując starszych ludzi tańczących ze sobą w rytm jakiejś beznadziejnej, klasycznej muzyki. Prychnął cicho i nałożył sobie na talerz kawałek sernika. Podobno to jedno ciasto było zamówione z zewnątrz, ze słynnego lokalu plebsu. Był ciekawy smaku wypieku, bo jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by do sali bankietowej trafił jakiś przysmak nie pochodzący z królewskiej kuchni. Gdy wziął kawałek, otworzył szeroko oczy w zdumieniu. Pierwszy raz jadł coś aż tak dobrego.
Cześć. –usłyszał za sobą miły głos i niemal natychmiast się odwrócił.
To była ona. Dziewczyna, w której się kochał. Jego twarz oblał ciemny rumieniec i wstał, by ustąpić miejsca, pomimo tego, że praktycznie wszystkie krzesła przy stole były wolne, z wyjątkiem dalekiego końca, gdzie siedział jego ojciec, rozmawiając z matką.
Cześć... – odpowiedział cicho, kłaniając się lekko.
Dziewczyna zaśmiała się subtelnie i podeszła bliżej.
Co u ciebie? – spytała, by po chwili pokazać swój olśniewający uśmiech.
U mnie?... Em... – zapatrzył się na jej lśniące oczy i zapomniał przez chwilę, jak się nazywa. – N–nic w sumie... – zawahał się przez chwilę i spojrzał na czubki swoich butów, które stały się niezwykle interesujące. – Zechciałabyś może... z–zatańczyć ze mną?
Danee ponownie się zaśmiała i przytaknęła głową, podając mu swoją rękę. Jungkook ujął jej dłoń i zaczął z nią tańczyć, ignorując fakt, że tuż przed chwilą uważał tą muzykę za beznadziejną. Bujali się razem w jednostajnym ruchu, mając palce razem splecione. Przylegli do siebie, a Jungkook przymknął oczy, czując bliskość dziewczyny, o której marzył. Po chwili spojrzał na nią i napotkał jej lśniące, ciemne oczy. Zbliżył nieświadomie swoją twarz bliżej jej tak, że zetknęli się czołami. Danee przymknęła oczy, a Jungkook pochylił się jeszcze niżej, by złożyć pocałunek na jej ślicznych, różowych ustach, gdy nagle obok nich pojawił się jego przyjaciel.
Przyniosłem picie, pa... O, przepraszam! – Jimin zakrył swoje usta i spojrzał ze strachem na swojego panicza. – Nie chciałem wam przerwać...
Jungkook natychmiast odskoczył od dziewczyny, czerwieniejąc się.
Jimin! – warknął, ale natychmiast umilkł, gdy za jego służącym pojawiła się jego matka.
Kochanie, chodź, chciałabym z tobą porozmawiać. – poprosiła swojego syna niezwykle szlachetnym gestem, jak na królową wypadało i odwróciła się, wiedząc, że jej syn za nią podąży.
Jungkook przełknął ślinę i ruszył za swoją rodzicielką. Gdy zrównał się z nią krokiem i odeszli kawałek, do cichszego miejsca, wzięła głęboki wdech i zwróciła się ku niemu.
Kochanie, masz już osiemnaście lat. – powiedziała powoli, jakby dobierała każde słowo, by dobrze się komponowało z pozostałymi. – Pora byś znalazł sobie małżonkę.
Jungkook chciał już zabrać głos i otworzył usta, lecz jego matka uciszyła go krótkim ruchem ręki, spoglądając na niego ostro. Nie wolno było przerywać rodzicom, gdy ci jeszcze nie skończyli mówić.
Ja i twój ojciec przygotowaliśmy już dla ciebie pannę młodą, Lee Chaerin. Mam nadzieję, że spodoba ci się, jej rodzice są niezmiernie bogaci. – powiedziała, a w jej oczach pojawił się ten chciwy błysk, który nie był mu obcy.
Odczekał chwilę, by się upewnić, czy może już się odezwać i odchrząknął, by tym samym uprzedzić swoją matkę, że zamierza coś powiedzieć.
Mamo... Ale ja już kocham inną... – przyznał cicho, spoglądając nieśmiało na swoją matkę, która obrzuciła go lodowatym spojrzeniem.
Nie obchodzi mnie to. Będziesz robił to, co ci każę, bez dyskusji. – odparła sztywno, prostując dumnie swoje plecy i odwróciła się. – Ślub za dwa miesiące.
Ale mamo! – krzyknął za nią, próbując ją zatrzymać.
Powiedziałam: bez dyskusji! – ucięła i ruszyła przed siebie.
Jungkook zatrzymał się zrezygnowany i wściekły. Jak jego matka mogła mu to zrobić? Jak niby miał się pogodzić z tym, że będzie musiał ożenić się z jakąś babą, której w ogóle nie zna? Jego rodzice widzieli chociaż czubek głowy swojego syna zza stosu pieniędzy?
Odwrócił się i ruszył w swoją stronę, szukając wzrokiem swojego przyjaciela. Zastał go przy ścianie, blisko wyjścia, całkowicie zestresowanego, dziubiącego róg swojego garnituru. Gdy Jimin go zauważył, natychmiast ruszył za swoim panem. Wyszli na szeroki korytarz i ruszyli w stronę pokoi królewskich, gdzie znajdowała się i sypialnia Jungkooka.
Mogę wiedzieć, co się stało? – odezwał się nieśmiało Jimin, gdy jego panicz cały czas milczał.
Co się stało? Co się stało?! – zatrzymał się nagle i odwrócił się gwałtownie w stronę Jimina. – Żenię się, do jasnej cholery! Za dwa miesiące! Z jakąś babą, której nie znam! A moja matka ma mnie w dupie! Widzi tylko pieniądze!
Jimin mógł się cieszyć tym, że Jungkook traktował go jak przyjaciela a nie jak sługę, których pełno było w tym pałacu, jednak musiał znosić jego wybuchy i stawać się kimś, na kim jego przyjaciel mógłby się wyładować.
Nie sądzę, by było aż tak źle... – zaczął nieśmiało, a młodszy podszedł do ściany, o którą się oparł, by po chwili zjechać do siadu.
Masz rację, nie jest aż tak źle, jest okropnie. – warknął i wplótł palce w swoje włosy.
Myśl trochę bardziej pozytywnie, może jest ładna?
Co z tego?! Kocham Danee. – wrzasnął, chowając twarz w dłoniach.
Słychać było cichy szloch. Jimin nie dziwił się Jungkookowi. Miał trochę przesrane, żyjąc w tak sztywnej rodzinie, ale uważał, że lepsze jest takie życie, niż mieszkanie za murami pałacowymi. Był wdzięczny rodzinie królewskiej, że przygarnęli go jako niańkę dla jego przyjaciela, gdy miał siedem lat. Od zawsze mu współczuł. Pomimo tego, że miał rodziców, oni nie zwracali na niego uwagi, albo zwracali się do niego sztywno i formalnie, nie okazując ani trochę uczucia i tylko wtedy, gdy coś potrzebowali, tak jak teraz. Nic więc dziwnego, że panicz był niezwykle kapryśny, jednak robienie histerii tylko o to, że nie mógł być z dziewczyną, którą znał zaledwie od czterech spotkań wydawało się Jiminowi trochę dziecinnym zachowaniem. Nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia, wydawało mu się to głupie i łatwowierne.
Już, nie płacz. Jesteś księciem, nie księżniczką, nie? – Jimin przycupnął przy nim i objął go po przyjacielsku ramieniem. Jungkook oparł o niego głowę i westchnął cicho, wycierając łzy.
Chcę uciec. – powiedział poważnym tonem, naciągając rękawy na dłonie.
Już tam, na pewno nie będzie tak źle. – odparł Jimin krzepiącym tonem, potrząsając nim lekko.
Mówię poważnie. Zaprowadź mnie poza ten głupi ogród różany mojej matki. – to już nie było prośbą. Jungkook mu rozkazał, patrząc się głęboko w oczy swojego sługi.
Jimin się zawahał i zmarszczył brwi, powoli wstając na równe nogi. Po chwili wyciągnął dłoń do swojego panicza.
Jesteś tego pewny? – spytał, obserwując go uważnie.
Tak. – prychnął cicho, przyjmując dłoń.
Wprawdzie rozpieszczony książę, jakim był Jeon Jungkook nie mógł wiedzieć, co mogło go czekać poza bezpiecznym schronieniem, jakim był pałac, lecz Park Jimin wiedział, aż za dobrze, nie raz wysyłany po rzeczy dostępne tylko na czarnym rynku, że to miejsce nie jest przyjazne dla ludzi szlachetnie urodzonych. Mimo tego postanowił zabrać swojego pana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz